Gdy bierzemy do ręki Sztukę pierdzenia, jesteśmy przekonani, że to literacka mistyfikacja w rodzaju Życia seksualnego Immanuela Kanta, na którą nabrały się przecież we Francji całkiem tęgie głowy. A jak jest z książeczką Hurtauta?
W Polsce tęgie (nietęgie) głowy się nabrały. We Francji – nie. Sztuka pierdzenia nie jest żadną mistyfikacją.
Historia z życiem seksualnym Kanta to jedna strona medalu: grupka zgrywusów napisała rzecz o tym, czego Kantowi w życiu zabrakło i w bardzo znacznym stopniu wypaczyło myślenie o funkcjonowaniu człowieczego istnienia co najmniej do czasów Nietzschego. Człowiek ma ciało. Ciało sprawia człowiekowi wiele kłopotów, przykrości, przyjemności również. Jeśli ktoś, jak Kant, pomija w rozważaniach ciało, w rozważaniach nawet najbardziej subtelnych, to jego rozważania zieją pustką, w każdym razie niepełnością.
Druga strona medalu: francuska tradycja filozoficzna (bardzo złożona i bogata) nie pomija przygód ciała. Nawet Kartezjusz przeżył swą noc mistyczną bardzo cieleśnie. Natarczywość ciała pozwoliła mu na spekulacje o ego cogito. Ciało, dolegliwości cielesne stanowiły punkt wyjścia jego myślenia. Zostawmy jednak boleści kartezjańskie na boku i przypomnijmy sobie, że Francuzi wiedzą dużo o ciele i jego przygodach. Literatura libertyńska we Francji tworzy wspaniały zbiór i jest wielce pouczająca. Pewien rosyjski filozof (reprezentant Oświecenia, pomijam świadomie jego nazwisko) przyjechał do Paryża, jeszcze przed rewolucją, by spijać mądrość z ust francuskich filozofów. Został wpuszczony na salony. W jednym ze swych listów napisał: „oni gadają przy stole jedynie o dupie i pieniądzach, ale gadają cudownie!”. Właśnie: Francuzi wiedzieli od dawna, że tak zwane „ego” nie istnieje abstrakcyjnie, że myślenie i bycie zależy od stanu żołądka, od bólu w plecach, od genitaliów oraz od… odbytu. Inaczej jesteś i myślisz, kiedy jesteś wypróżniony, a inaczej, kiedy jesteś wzdęty.