Współcześnie
Wraz z przemianami polityczno-ekonomicznymi początku lat dziewięćdziesiątych temat Dnia Kobiet jakby na chwilę odszedł w niepamięć, czemu skądinąd trudno się dziwić, bo problemów było co niemiara. Szybko jednak powrócił, a wraz z nim dyskusje: świętować, czy nie świętować? Komunistyczny wynalazek, czy też święto ruchów feministycznych? Obraza dla kobiet, czy też wręcz przeciwnie – docenienie ich roli?
Panie związane z ruchami feministycznymi dość szybko zaczęły wykorzystywać Dzień Kobiet jako okazję do demonstracji i domagania się faktycznego równouprawnienia, którego – ich zdaniem – w III Rzeczpospolitej faktycznie nie ma. Zawiązał się nawet Ruch Ósmego Marca, który domaga się różnych zmian w obowiązujących ustawach – od prawa do aborcji do parytetowego zapisu w ustawie o ordynacji wyborczej, a swoją największą aktywność przejawia w okolicach Dnia Kobiet. Nie brakuje też sporów semantyczno-formalnych – czy ma być Dzień Kobiet czy też Święto Kobiet; sporów ideowych i wyznaniowych – propozycja Dnia Kobiety Katoliczki; sporów seksualno-mniejszościowych – propozycja Dnia Kobiety Lesbijki. To tylko kilka pomysłów, o których swego czasu było głośno.
Z różnego rodzaju sond wynika, że Dzień Kobiet nie przeszkadza większości panów, ale trudno się dziwić, bo najprawdopodobniej to panowie opracowali znany tekst pt. „Dwadzieścia powodów, dla których powinien być Dzień Kobiet”. Podstawowe punkty to m.in.: „Dawno nie było w firmie żadnej imprezy”; „Potrzebujesz klina na lekarstwo, a za jeden głupi goździk napijesz się darmowej wódki”; „Być może do wódki dorzucą śledzika. Zaoszczędzisz wtedy na lunchu.”
Panie mają do świętowania 8 marca stosunek raczej ambiwalentny. – Lubię Dzień Kobiet – mówi moja znajoma – Moim zdaniem przez cały rok jestem traktowana jak kobieta, a w tym dniu szczególnie.
– To uwłaczające, bo przypomina mi dzień dobroci dla zwierząt – deklaruje kolejna znajoma. – Nie znoszę u panów tego całowania rączek, przymilnych uśmieszków i wręczania jakichś zdezelowanych bukietów. Kwiaty lubię dostawać przez cały rok i przez cały rok, nie przez jeden dzień, chcę być traktowana jak kobieta.
Inna znajoma jest bardziej liberalna: – Jak faceci zachowują się byle jak przez cały rok, to niech przynajmniej przez jeden dzień się postarają, żeby było miło.
Jeszcze inna znajoma, bizneswoman i kobieta – szef ustaliła u siebie w firmie proste zasady gry: – Od razu zapowiedziałam, że nie znoszę żadnych głupot w postaci Dnia Kobiet. Wszyscy panowie wiedzą, że jesteśmy równoprawnymi partnerami, z tym, że ja mam głos decydujący. Kobietą mogę być dla tego jednego, ale też na partnerskich zasadach.
Kolejna znajoma, o poglądach raczej feministycznych, nie owija w bawełnę: – To szowinistyczne święto. Moim zdaniem służy ono przede wszystkim temu, aby panowie byli pewni, że jest ten jeden Dzień Kobiet, a reszta roku należy do nich.
A oto głos mężczyzny-feministy: – Jeśli kobietom zależy na równouprawnieniu, powinny zrezygnować z obecnego charakteru święta. Kwiatek, dobre słowo, jednodniowe hołdy – to wszystko utwierdza stereotyp „słabej płci”. Godząc się na coś takiego, trudno jest żądać równouprawnienia. Można je sobie wywalczyć, lecz wzbudzając szacunek, a nie litość.
Dodać trzeba, że jest też spora grupa pań i panów, która twierdzi, iż spory o Dzień Kobiet są sporami o to, ile diabłów zmieści na łebku szpilki, bowiem mamy… walentynki i to zupełnie wystarczy.
Ponieważ przy okazji pisaniu tego tekstu rozmawiałem z wieloma paniami, chciałabym z okazji zbliżającego się Dnia Kobiet zadedykować im i wszystkim innym paniom aforyzm autorstwa Oscara Wilde’a: „Kobiety należy kochać, lecz nie próbować zrozumieć.”