Opowiadanie konkursowe: Monika
Jego obraz wymazałam z pamięci kilka, a może kilkanaście lat temu. Bałam się, że przysłoni mi cały świat- świat, w którym nie było już miejsca na sentymenty.Siedział samotnie w jednym z klubów muzycznych, podpierając się na łokciu, sącząc leniwie sok pomarańczowy, który chwilę wcześniej podał mu barman. Jego wzrok wbity był w płomień świeczki, który spokojnie tańczył w rytm saksofonu wygrywającego dziką melodię. Pamiętam blask jego oczu- nigdy w życiu nie widziałam tak smutnych źrenic. Przyglądałam się z ciekawością i fascynacją, gdy w pewnej chwili uświadomiłam sobie, że jestem tylko ja i on. Wszystko inne przestało istnieć, nie było żadnych ruchomych postaci, żadnych dźwięków. Nie wiedziałam kim jest, nie znałam jego imienia, ale była pewna, że to Ktoś Wyjątkowy. Po raz pierwszy poczułam, że moje serce obudziło się do życia, zapragnęło bić mocniej, gubiło monotonny rytm. Jakaś nieznana siła pchała mnie w jego stronę, ale brakowało odwagi, by podejść bliżej. Opierałam się sercu, które krzyczało, wyrywając się z piersi: „Nie pozwól mu odejść!”. Pilnowałam go wzrokiem, by nie uciekł, bym mogła cieszyć się nim jeszcze przez chwilę, jak najdłużej, na zawsze. Starałam się zatrzymać czas, przeklinałam go w myślach za moją bezradność. Pamiętam chwilę, w której wypijał ostatni łyk soku, odstawiając pustą szklankę. Wiedziałam, że zaraz odejdzie, ale nie potrafiłam go zatrzymać. Nagle zamknął za sobą drzwi, a ja poczułam, że niebo spadło mi na głowę, że moje życie nie będzie już takie jak dawniej.