Chodzi o umiejętność rozmowy… o seksie. O ile taka konwersacja z dzieckiem może być bardzo niekomfortowa i okraszona wstydem, tak dwoje dorosłych ludzi, którzy nie potrafią wyrazić słownie swoich potrzeb to już ciekawska.
Istnieje opinia, że stosunek seksualny oraz interpretacja potrzeb partnera odbywa się w tym przypadku na płaszczyźnie niewerbalnej. Jeśli dwie osoby dorosłe potrafią nawzajem odczytać swoje gesty wysyłane przez ciało, to seks może być udany. Jak wiemy, na nasze nieszczęście, każda relacja damsko-męska nie może być do końca skodyfikowana. Jej zasad nie da się uchwycić w jeden zbiór, gdyż jesteśmy skrajnie różni i trudno jest się nam czasem porozumieć nawet za pomocą słów. Wydaje się więc, że język ciała ma w tym przypadku niewielkie szanse na poprawę tej sytuacji.
Czy to w ogóle jest ważne?
Potrzebę rozmowy na temat seksu próbuje się czasem zbić pytaniem, które niesie w sobie wątpliwość, jakoby tego typu konwersacja była niepotrzebna. To jednak tylko po części prawda. By zaspokoić swoje wzajemne potrzeby trzeba udzielać o nich informacji. Im mniej wiemy o sobie nawzajem lub o aktualnym nastroju tym trudniej dopasować nam satysfakcjonującą grę miłosną do sytuacji w jakiej się znajdujemy. Bez komunikacji werbalnej istnieje jedynie mały cień szansy, że w 100% spełnimy swoje potrzeby. Odpowiedzią jest więc: TAK to jest ważne, by rozmawiać na ten temat.
Współczesna mentalność młodych ludzi zbudowana jest podobno na przeświadczeniu, iż seks to nie grzech. Jednak na skutek socjalizacji wieku dziecięcego w naszej psychice zostało zasiane ziarno barier tabu oraz schematy i stereotypy postępowania. Mimowolnie więc trzymamy się tych utartych konwenansów, kładąc tym samym na szali nasze szanse na przyjemność. W związku z tym nawet tak bliska nam osoba jak partner, którego darzymy miłością, ma spore trudności by otrzymać wyartykułowaną informację na temat naszych potrzeb. Rumienimy się, odwracamy wzrok i koniec tematu, a po chwili nasze ubrania są już na podłodze tylko po to, by można powiedzieć później że było… znośnie.
Jednym z elementów, który nas paraliżuje jest właśnie strach. Boimy się niezrozumienia, oziębienia stosunków, wyśmiania oraz posądzenia o dewiacje. Chowamy więc swoje fantazje seksualne przed całym światem i zgadzamy się na poprawność, a często mierność w imię… no właśnie czego? Dobrej oceny społeczeństwa? I tak obie strony pragną (może nawet tego samego), ale boją się coś powiedzieć. A co jeśli coś pójdzie niezgodnie z naszymi wyobrażeniami? Nie próbując nigdy się nie dowiemy i pozostanie nam tylko zastanawianie się „co by było gdyby”.

Kobieta boi się być szczera, gdyż uczono ją zawsze, że powinna być skromna, a zbyt duża chęć osiągania orgazmu to przecież „nimfomania”. Rezygnuje więc z możliwości osiągnięcia spełnienia, choć w głębi siebie wcale tego nie chce. Mężczyzna, który woli działanie opiera swoje metody na filmach porno. Partnerka milczy, więc chyba się jej podoba. Tak nakręca się ta spirala niezrozumienia, a wystarczyła by odrobina bezczelności, by wiele problemów mogło zostać szybko rozwiązanych – każdy ma swoje potrzeby, a zgadywanka do niczego dobrego nie prowadzi w tym temacie.
Artykuł przygotowany przy współudziale swiat-doznan.pl