Slow living: jak zwolnić tempo życia, nie rezygnując z ambicji?

Modaija.pl
Slow living, czyli sztuka życia we własnym tempieSlow living, czyli sztuka życia we własnym tempie
Źródło zdjęć: © Pexels | Jona

Slow living proponuje coś, co w świecie nieustannej aktywności brzmi niemal rewolucyjnie: odzyskanie własnego czasu, uwagi i przyjemności z codzienności. Bez przeprowadzki na wieś, rezygnacji z ambicji i radykalnej zmiany stylu życia.

Nie musisz zwalniać całego życia, żeby poczuć, że naprawdę w nim jesteś. Nie każda wolna chwila musi być wykorzystana. Nie każdy wieczór powinien kończyć się kolejnym odhaczonym zadaniem, a odpoczynek nie musi być nagrodą za wyjątkowo produktywny dzień.

Być może nie potrzebujemy kolejnego planu na lepsze życie. Być może potrzebujemy po prostu przestać traktować każdą minutę jak okazję do zrobienia czegoś więcej.

Slow living, czyli sztuka życia we własnym tempie

W mediach społecznościowych slow living często przybiera postać sielankowego obrazka. Powolny poranek, kawa w ulubionej filiżance, świeże kwiaty na stole, spacer bez konkretnego celu. Estetyka, która działa na wyobraźnię, ale niekoniecznie odpowiada rzeczywistości większości z nas.

W końcu trudno zwolnić, kiedy czeka praca, trzeba odebrać dziecko, zrobić zakupy, pamiętać o rachunkach i znaleźć czas dla bliskich. Nie wszyscy możemy pozwolić sobie na długie poranki bez budzika i weekendy spędzane w domku poza miastem.

Slow living nie wymaga jednak życia bez obowiązków. Wymaga raczej świadomego podejścia do tego, jak przeżywamy codzienność.

Nie chodzi o to, by wszystko robić wolniej. Są sytuacje, w których szybkie działanie jest potrzebne. Chodzi o umiejętność rozpoznania, kiedy pośpiech rzeczywiście ma sens, a kiedy staje się automatycznym sposobem funkcjonowania.

Można mieć wymagającą pracę, ambitne plany i napięty kalendarz, a jednocześnie nie spędzać każdej wolnej chwili na nadrabianiu zaległości.

Dlaczego jesteśmy zmęczeni, nawet kiedy teoretycznie nic nie robimy?

Jednym z największych wyzwań współczesnego życia nie jest wyłącznie nadmiar obowiązków. Jest nim także nieustanne przełączanie uwagi.

Odpowiadamy na wiadomość podczas rozmowy. Sprawdzamy pocztę przy kolacji. W trakcie pracy odbieramy prywatny telefon, a wieczorem próbujemy przypomnieć sobie, co właściwie mieliśmy zrobić.

Psychologowie opisują zjawisko attention residue, czyli pozostałości uwagi. Kiedy przechodzimy od jednego zadania do drugiego, część naszej koncentracji może nadal pozostawać przy poprzedniej czynności. Szczególnie wtedy, gdy nie udało nam się jej zakończyć.

W efekcie nawet zwyczajny dzień potrafi być mentalnie wyczerpujący.

Nie dlatego, że wykonaliśmy wyjątkowo dużo pracy. Dlatego, że nasza uwaga przez wiele godzin nie miała okazji zatrzymać się w jednym miejscu.

To właśnie tutaj slow living spotyka się z potrzebą regeneracji. Czasami nie potrzebujemy kolejnej wolnej godziny. Potrzebujemy godziny, w której nie będziemy robić pięciu rzeczy jednocześnie.

Jedna rzecz naraz. Dlaczego warto odzyskać własną uwagę?

Wyobraź sobie kolację, podczas której nie sprawdzasz służbowych wiadomości. Spacer, na którym nie próbujesz jednocześnie nadrobić zaległego podcastu. Wieczór, w którym nie planujesz już kolejnego dnia, zanim obecny zdąży się skończyć. To niewielkie zmiany, ale właśnie z takich momentów może składać się bardziej świadome życie.

Jednym z prostszych sposobów na wprowadzenie tej zasady jest wyznaczenie sobie fragmentu dnia, w którym jedna czynność ma pierwszeństwo przed wszystkimi pozostałymi.

Nie musi to być godzina medytacji ani specjalnie zaplanowany rytuał. Może być to 45 minut przy stole. Pierwsza godzina pracy. Spacer po obiedzie. Czytanie książki przed snem.

Wybierz moment, który najczęściej zostaje przejęty przez inne sprawy. Następnie zastanów się, co możesz z niego usunąć.

Jeśli podczas kolacji regularnie odpowiadasz na służbowe wiadomości, odłóż telefon do innego pomieszczenia. Jeśli podczas pracy co kilka minut zaglądasz do komunikatora, wyznacz czas na sprawdzanie wiadomości.

Nie chodzi o stworzenie idealnych warunków. Chodzi o to, żeby choć przez chwilę nie musieć dzielić swojej uwagi między kilka różnych światów.

 slow living
© Pexels | Lii Chun

Wolniejsze życie zaczyna się od odejmowania

Przyzwyczailiśmy się myśleć o zmianie w kategoriach nowych nawyków. Kolejna aplikacja, planer, poranna rutyna, lista rzeczy, które powinniśmy robić, żeby lepiej funkcjonować. Slow living podsuwa nieco inną perspektywę.

Zamiast dodawać kolejne elementy do dnia, można zacząć od usunięcia tych, które niepotrzebnie zabierają nam uwagę.

Wyłączyć powiadomienia, które nie wymagają natychmiastowej reakcji. Nie umawiać spotkań jedno po drugim bez chwili przerwy. Zamknąć komputer po zakończeniu pracy. Zrezygnować z przeglądania telefonu podczas rozmowy. Czasami najprzyjemniejszą zmianą nie jest nowa aktywność, ale odzyskanie przestrzeni, która wcześniej była zajęta.

Warto też zostawić sobie kilka minut pomiędzy kolejnymi obowiązkami. Nie wypełniać każdej przerwy zadaniem. Pozwolić, żeby jedna część dnia rzeczywiście się zakończyła, zanim zacznie się następna.

Puste miejsce w kalendarzu nie zawsze oznacza zmarnowany czas. Może być przestrzenią, której właśnie potrzebujemy.

Slow living po czterdziestce. Kiedy nie można po prostu rzucić wszystkiego

Szczególnie trudno mówić o zwalnianiu osobom, które znajdują się w środku życia. Wiele z nich łączy wymagającą pracę z opieką nad dziećmi, wsparciem dla starszych rodziców i odpowiedzialnością za dom.

W takiej sytuacji radykalne zmiany nie zawsze są możliwe. Nie każdy może zmniejszyć liczbę obowiązków, zmienić pracę albo przeznaczyć weekend na odpoczynek.

Dlatego slow living nie powinno być kolejnym ideałem, którego nie udaje nam się osiągnąć.

Nie musi oznaczać całkowitej rezygnacji z aktywności. Można nadal pracować, rozwijać się, troszczyć o innych i mieć ambitne plany. Jednocześnie można przestać oczekiwać od siebie, że każda wolna chwila zostanie wykorzystana produktywnie.

To szczególnie istotne, ponieważ odpoczynek nie jest wyłącznie sposobem na zwiększenie efektywności.

Badania nad psychologicznym odłączeniem od pracy wskazują, że możliwość mentalnego oderwania się od zawodowych obowiązków wiąże się z mniejszym zmęczeniem, lepszym snem i większą satysfakcją z życia.

Nie trzeba więc traktować odpoczynku jak inwestycji, która ma przynieść jeszcze lepsze wyniki następnego dnia.

Można odpoczywać po prostu dlatego, że potrzebujemy odpoczynku.

Jak zacząć żyć wolniej, nie zmieniając całego życia?

Najprościej zacząć od jednego wieczoru.

Wybierz godzinę, która przez najbliższy tydzień będzie należała do jednej rzeczy. Może to być kolacja, spacer, rozmowa z bliską osobą albo czas spędzony z książką.

Odłóż telefon służbowy. Nie sprawdzaj poczty. Nie planuj kolejnych zadań.

Jeśli czekasz na ważny telefon dotyczący rodziny lub zdrowia bliskiej osoby, oczywiście pozostaw możliwość kontaktu. Slow living nie polega na ignorowaniu rzeczywistości, ale na rozsądnym ograniczaniu tego, co niepotrzebnie rozprasza.

Po zakończeniu tej godziny nie musisz oceniać, czy udało ci się osiągnąć odpowiedni poziom relaksu.

Zwróć uwagę na coś prostszego: czy przez chwilę udało ci się być naprawdę obecnym w tym, co robisz?

Nie musisz mieć mniej obowiązków, żeby mieć więcej życia

Slow living nie jest konkursem na najbardziej spokojne życie. Nie wymaga idealnie uporządkowanego domu, wolnego kalendarza ani poranków spędzanych na medytacji.

Może wyglądać zupełnie zwyczajnie.

Na obiad zjedzony bez telefonu. Na wieczór, podczas którego nie otwierasz już laptopa. Na spacer bez słuchawek. Na kilka minut spędzonych przy oknie, zanim przejdziesz do kolejnego obowiązku.

Nie musisz zwalniać wszystkiego. Nie musisz też udowadniać sobie, że potrafisz żyć inaczej.

Wystarczy czasem przestać przyspieszać.

Bo być może największym luksusem nie jest dziś posiadanie większej ilości wolnego czasu, ale możliwość przeżywania tego, który już mamy, bez ciągłego poczucia, że powinniśmy być gdzieś indziej.

Wybrane dla Ciebie