Na samym środku powinno się znaleźć miejsce na talerzyk z opłatkiem. I choć tradycja mówi, że na stole nie powinno się znaleźć nic więcej, poza potrawami specjalnie przygotowanymi na ten wieczór, niektórzy stawiają czosnek i sól dla odpędzenia złych mocy. To zadanie spełni też jakiś metalowy przedmiot pod stołem i zamknięta kłódka. Drobna moneta i łuska wigilijnego karpia pod talerzykiem przynoszą szczęście i pomyślność w interesach. Teraz na stole stawiamy kolejno talerze i sztućce potrzebne do spożycia kolacji. Powinno ich być o jedno nakrycie więcej, niż spodziewanych uczestników kolacji. To wolne nakrycie ma długą historię, dziś już raczej symboliczną, oznacza kogoś, kto nie może z nami być, kto niedawno odszedł. Raczej nie gościmy przy stole zbłąkanych, nieznanych wędrowców, którzy zapukają do drzwi. Zwyczaj ten wziął się, być może z przybycia trzynastego biesiadnika na Ostatnią Wieczerzę. Tym trzynastym był Judasz. Dlatego, w bogatych domach szlacheckich, jeśli domowników było do pary, niekoniecznie trzynaście, zapraszano kogoś ze służby lub nawet żebraka. Z czasem ograniczyło się to do pustego naczynia. I nie przestrzegamy już nieparzystej liczby gości.
Cały stół dekorujemy – gałązkami igliwia, stroikami z bombkami i świecami, czerwonymi wstążeczkami. Nie zaszkodzi udekorować także oparć krzeseł. Kiedy stół gotowy, ubierzmy się starannie, świątecznie, umówmy się z Mikołajem, kiedy przyjdzie z prezentami i czekajmy na znak dzieci. Z pierwszą gwiazdką siadamy do stołu, ale według starszeństwa, by i odchodzić z tego świata w takie, naturalnej kolejności. I jeszcze jedno – spóźnianie się z wizytą w takim dniu zupełnie nie uchodzi, a spóźniającym źle wróży na cały następny rok.
[nggallery id=436]