Chińskie bańki – bo o nich mowa, swoim wyglądem nie przypominają baniek akupunkturowych (szklanych), ich zastosowanie też zupełnie się różni od swoich szklanych kuzynów. Gumowe bańki przysysają się do naszej naoliwionej wcześniej skóry i podczas ich przesuwania po skórze, wciągają kolejne jej partie. Działanie tego chińskiego wynalazku polega na tym, że pobudza krążenie krwi, dzięki czemu skóra staje się ujędrniona, a przy regularnym masażu cellulit zanika.
Te cuda nie są używane tylko do walki z cellulitem: służą także do masażu pleców lub innych partii ciała i w walce z bólami mięśni.
To wszystko brzmi bardzo zachęcająco, trzeba jednak wiedzieć, że taki zabieg może pozostawić siniaki, szczególnie u osób ze skórą wrażliwą i naczynkową. Innymi przeciwwskazaniami są np. gorączka, miesiączka, ciąża bądź choroby nowotworowe.
„Gumowi likwidatorzy pomarańczowej skórki” nie są drodzy, zestaw 4. baniek to ok 30zł w aptece.
Ja jednak chciałabym Was przestrzec: wykonujcie sobie ten ujędrniający masaż same, a nie proście o to partnera czy przyjaciółkę – inna osoba nie wie, jak mocno przyssać bańkę, by nie odczuwać bólu.
Beata Siudeja