Ten obyczaj pozostał do naszych czasów w zasadach dobrego wychowania dotyczących nakrycia głowy. Czapki, kapelusze i berety z głów powinniśmy zdejmować przy powitaniu, wchodzeniu do wnętrz prywatnych i urzędowych, zasiadaniu do posiłku. Dopuszczalne jest uchylenie nakrycia lub tylko gest przypominający salutowanie przy powitaniu w wyjątkowo niesprzyjających warunkach atmosferycznych. Przy czym zasada ta dotyczy tylko mężczyzn. Kobiece nakrycia głowy są wciąż traktowane, jak kapelusz, którego dama nigdy nie zdejmowała w towarzystwie. Dopiero w połowie ub.w. kobiety zaczęły wychodzić z domu z gołą głową, inwestując we fryzury. Jedynie Amerykanki dłużej nosiły miniaturowe ozdoby imitujące kapelusze. Jednak posiłek w restauracji jedzony przez panią w czapce włóczkowej lub wizyta u przyjaciółki w berecie niekoniecznie jest oznaką obycia. Gest okazywania szacunku pozostał także w powitaniach wojskowych, obowiązkowym salutowaniu wyższym rangą. Ale na przykład Niemcy i Amerykanie salutują także do odkrytego czoła.
A czapki przeróżnych fasonów tak się zadomowiły na męskich głowach, że nikogo nie dziwi artysta czy inny celebryta udzielający wywiadu w kolorowej bejsbolówce na głowie. Mało kto zdejmuje czapkę, kiedy spożywa posiłek w ogródku letnim nawet wykwintnej restauracji. Bardzo młodzi mężczyźni nacisnąwszy czapkę z daszkiem rano, zdejmują ją dopiero wieczorem, bez względu na sytuację i miejsca, gdzie przebywają. I tylko starsi panowie wciąż lekko unoszą kapelusze lub daszki czapek spotykając znajomych. Panowie usiłują traktować nakrycia głowy, jako składową wizerunku i nie chcą go lekkomyślnie burzyć. A, że przy okazji ukrywają braki w owłosieniu, to inna sprawa.
mwmedia