Strona główna » Blog » Konkurs: Wygraj książkę kulinarną zwyciężczyni pierwszej polskiej edycji MasterChef!

Konkurs: Wygraj książkę kulinarną zwyciężczyni pierwszej polskiej edycji MasterChef!

Basia Ritz, zwyciężczyni pierwszej polskiej edycji najpopularniejszego show świata zdradza sekrety, które pozwoliły jej zwyciężyć show TVN i każdej niedzieli ściągać przed telewizory ponad 3 miliony widzów!

W tej książce po raz pierwszy prezentuje swoje oryginalne przepisy, które z pewnością podbiją także Twoje podniebienie.

Tajniki, wskazówki, porady, inspiracje – wszystko, czego potrzebujesz, aby zostać MasterChefem w swojej kuchni.

Zobacz również:
Więcej o książce
Rozmowa z Basia Ritz, zwyciężczynią polskiej edycji MasterChef

Wszystko, czego potrzebujesz, by zdobyć jedną z trzech książek na własność, to wziąć udział w naszym

[heading style=”2″]KONKURSIE[/heading]

w którymi nagrodami są trzy egzemplarze książki Basi Ritz – z autografem Autorki! – ufundowane przez Wydawnictwo ZNAK.

Zadanie konkursowe: Mój ulubiony lub znienawidzony szef kuchni – króciutka wypowiedź.

Odpowiedzi prosimy przesyłać na adres: konkurs@modaija.pl z dopiskiem w temacie: masterchef w nieprzekraczalnym terminie do 11. stycznia 2013 r. (w mailu nie zapomnijcie o podaniu swoich danych, umożliwiających wysyłkę nagrody w przypadku ewentualnej wygranej!).

Laureatów wybiera jury. Rozwiązanie konkursu oraz nazwiska laureatów – w tym samym miejscu poniżej, w terminie do 3 dni roboczych od zakończenia konkursu.

[heading style=”2″]Rozwiązanie konkursu[/heading]

Oczywiście, o gustach się nie dyskutuje, a ile odpowiedzi nadeszło, tyle różnych uzasadnień. Tych mocno „dosadnych” niestety nie braliśmy pod uwagę (oj, musiały Wam niektóre… „kucharki” dopiec!). Staraliśmy się wybrać w miarę sprawiedliwie: spośród tych najczęściej pojawiających się wypowiedzi i spośród tych oryginalnych, często bardzo osobistych (haha, czy wszystkie „teściowe” naprawdę tak źle gotują?).

Ostatecznie, nagrody wędrują do:

Kazimierza z Przemyśla: Moim mistrzem był i pozostanie, trochę już chyba dzisiaj zapomniany Maciej Kuroń. To był, jeśli można tak powiedzieć, kucharz z krwi i kości! Smakowicie opowiadał, smakowicie gotował, niemalże czuło się, że żyje tym, co robi. Mam jego książki, mam nawet nagrane odcinki jego programu telewizyjnego. Do jednych i do drugich bardzo często wracam, nie tylko po przepis, ale też po to, by posłuchać kulinarnej gawędy. Nieodżałowany człowiek!

Agnieszki z Otwocka: Moją znienawidzoną kucharką (pomijając moją teściową) jest pani Magda Gessler. Pani wyniosła, pewna siebie w złym tego słowa znaczeniu, zarozumiała, momentami, nie bójmy się tego słowa, chamska w stosunku do osób, z którymi przestaje. Podobnie, jak moja teściowa, oczywiście wszystko wie lepiej i najlepiej! Chodząca alfa i omega kulinarna! Szkoda tylko, że w swoich programie chodzi po kuchni trzepiąc lokami (słyszała o BHP? o higienie? której „uczy” innych?), nie myjąc rąk, w ciuchach „prosto z dworu”. I myślę, że dokładnie tam jej miejsce. Mogłaby gotować we dworze, a dokładniej – w czworakach, ale na pewno nie w eleganckiej restauracji.
Niestety, wiem co mówię, bo miałam (nie)przyjemność zaprowadzić gości, którzy mnie odwiedzili, do jednej z jej restauracji. Potrawy zanim dotarły do stolika zdążyły wystygnąć i „skamienieć”, na stoliku brak serwetek, przypraw (przyprawy powinny stać zawsze!), kelnerzy kręcą się pod nogami, jak w jakimś fast food’zie, miałam wrażenie, że opowiadają sobie o nas smaczne dowcipy, bo stojąc przy barze non stop się podśmiewali i pewnie za ten „program artystyczny” od razu do rachunku doliczyli sobie słony napiwek!
Zresztą… mam wątpliwości czy „trafiłam” z tematem zadania konkursowego? Przecież to nie „szefowa kuchni” tylko „kuchenna celebrytka”.

Janiny z Suchej Beskidzkiej: Najlepsza kucharka to moja babcia! Nie czyta książek kulinarnych, w telewizji ogląda tylko seriale, za to przepisów, które w naszej rodzinie przechodzą po prostu z matki na córkę, mogliby jej pozazdrościć Masterchef’owie! Do dziś sama piecze chleb w piecu chlebowym! Do dziś wie, jak zrobić nie tylko potrawy regionalne, ale i „te z Polski”, jak je nazywa. I wszystko obowiązkowo zawsze pięknie podane, na ławie z bieżnikiem, z serwetami, przystawkami. A najpiękniejsze jest to, że tak samo jak ja biegłam po lekcjach prosto do babci „na małe co nieco”, tak teraz wizyty u prababci nie może się doczekać mój syn 🙂 Ostatnio byliśmy u mojej babci na wspaniałych ruskich pierogach, ze swojską maślanką. Kiedy mój „mały” poprosił o… trzecią dokładkę, zaczęłam się poważnie obawiać 🙂 Ale daliśmy radę, bo babci potrawy można pochłaniać na kopy, zapominając o modnej, miastowej diecie 😉

2018-03-14T08:41:56+00:0028 grudnia 2012|Konkursy|