Czy sportowiec boi się przejść na sportową emeryturę? Czy warto potem wznawiać karierę? Jak z tymi wyzwaniami poradziła sobie Otylia Jędrzejczak? O tym oraz o godzeniu kariery zawodowej z macierzyństwem i kolejnych planach na rozwój Fundacji Otylii rozmawiamy z jej założycielką – Otylią Jędrzejczak, mistrzynią olimpijską i najsłynniejszą polską pływaczką. Wywiadu udzielono dla magazynu firmowego ZM Henryk Kania S.A. – „Maestro News”.
Paweł Sikora: W czerwcu minie pięć lat odkąd zakończyłaś karierę. Jak jednym słowem opisałabyś te minione pięć lat?
Otylia Jędrzejczak: Trudno jednym słowem opisać wszystkie moje działania jakich się podjęłam i jakie realizuję, ale mogę odpowiedzieć hasłem przewodnim mojej Fundacji: Zostań Mistrzem Życia.
Ale na pewno trudno było pogodzić Ci się z tym, że nie uprawiasz sportu wyczynowo.
Decyzja o zakończeniu kariery nie była łatwa. Z resztą jak każda ważna decyzja czy zmiana, którą podejmujemy w życiu. Książkę wyczynowego sportu już zamknęłam, ale sport sam w sobie będzie mi towarzyszył całe życie.
A brak rywalizacji i adrenaliny, które towarzyszą wyczynowemu uprawianiu sportu nie są dla Ciebie problemem?
Nie brakuje mi adrenaliny w codziennym życiu, dlatego nawet nie miałam tak naprawdę czasu zatęsknić. Ciągle tworzę nowe projekty.
Co siedzi wtedy w głowie sportowca, który po latach bycia profesjonalnym zawodnikiem dochodzi do momentu, gdy mówi: stop – to jest czas, gdy z tej przysłowiowej sceny trzeba już zejść.
Najważniejsze jest to, by mieć plan na przyszłość. Wyznaczyć nowe cele i drogę, którą chcemy dalej podążać. Co siedzi w głowie sportowca? Pojawiają się różne myśli, ale stabilizację i pewność tego, że po naszej decyzji nie będzie w życiu pustki, a pojawią się nowe wyzwania, zyskujemy dzięki wspomnianemu wyznaczaniu nowych celów, ale także relacjom jakie nawiązujesz w drużynie, czy relacjom z trenerem. Obecność tych ludzi i ich wsparcie są bardzo ważne. Sposób myślenia, ciężka praca i pozytywna motywacja to klucz do sukcesu w dalszym życiu. W życiu po sporcie wyczynowym. W życiu po karierze.
Historia zna sportowców, którzy mimo zakończenia kariery, jednak wracali do zawodowego sportu. Skoczek Janne Ahonen, piłkarz Manchesteru Paul Scholes, czy koszykarz Michael Jordan wracali. Trudno mi uwierzyć, że takie myśli nie pojawiały się także w twojej głowie.
Dziś już nie mam takich myśli, choć przyznam, że początkowo chwilę się nad tym zastanawiałam. Ale tylko przez chwilę. Choć doświadczyłam powrotu do rywalizacji po dłuższej przerwie, to jednak nie po zakończeniu kariery. Był to powrót do bezpiecznego i znanego miejsca jakim był sport. Ale powroty po oficjalnym zakończeniu kariery, nie zawsze są dobrym wyborem. Dlatego jak każdą decyzję, także tę o powrocie trzeba dobrze przemyśleć i zaplanować. Dziś jestem pewna, że emerytura sportowa była trafionym wyborem.
A czy jest sportowiec, który od zawsze – gdy jeszcze uprawiałaś sport – był dla Ciebie wzorem?
Nigdy nie miałam jednego sportowca, który był dla mnie wzorem czy idolem. Nie ma idealnego sportowca, który miałby wszystko. Dlatego zawsze wychodziłam z założenia, by uczyć się od wielu. Jedno z moich mott życiowych brzmi: Każdy człowiek czegoś mnie uczy. Jako młoda zawodniczka na rozgrzewkach podglądałam starszych zawodników. Następnie czytając biografie sportowców wyciągałam z ich historii te wartości, które pozwalały mi stawać się lepszym – człowiekiem i sportowcem.
Wyjdźmy teraz szerzej, poza Ciebie, poza pływanie. Spójrzmy na polski sport. Dlaczego nasz kraj ma problem z wybitnymi sportowcami?
Chodzi Ci o to, że mamy ich tak mało?
Dokładnie tak. W pływaniu byłaś Ty, w skokach Małysz, a teraz Stoch. Drużynowo tak naprawdę dobrze wiedzie się tylko siatkarzom. Jeśli mamy piłkarza z absolutnego topu, to jest tylko Lewandowski, no i może Szczęsny. W dobrym kierunku idzie Piątek. Ale tak naprawdę to bardzo mało. A przecież mieszkamy w niemal 40 milionowym kraju. Dochodzi do tego, że mamy pojedynczych idoli, o których rozpisują się media i których śledzą na każdym kroku. Koncentrujemy się na jednostkach, bo nie bardzo mamy alternatywę.
Na to pytanie przede wszystkim powinny odpowiedzieć związki sportowe. I w niektórych ta odpowiedź już nadeszła, bo choćby wspomniany Stoch uczestniczył w programie stworzonym przez PZN „Śladami mistrza”. Tak też dzieje się w siatkówce czy w lekkiej atletyce. Oczywiście wiele wiąże się z posiadanymi środkami finansowymi na realizacje takich programów. Nie zapominajmy o tym, że mistrz nie rodzi się z dnia na dzień. To jest efekt wieloletniej pracy dziecka, rodzica, trenera. To zaufanie jakie jest budowane i sposób przygotowania, by nie zniszczyć talentu za młodu.
No właśnie, co jeszcze jest ważne w przypadku dzieci?
Ważnym czynnikiem jest to, by dzieci od początku widziały siebie w przyszłości. By wierzyły, że mogą być najlepsze. Ale w sporcie nic nie jest za darmo. Liczy się praca. Dziś od sportu odciąga wiele atrakcji zewnętrznych. Może szybszy sukces lub zysk. A na to w sporcie – może poza piłka nożną, gdzie już w trzeciej, czwartej lidze masz przyzwoite wynagrodzenie – musisz poczekać. Pamiętajmy, że talent jest ważny, ale najważniejsza jest praca. I właśnie ci wytrwali, zdeterminowani a zarazem pracowici – to ich możemy podziwiać później na dużych ekranach.
Zostawmy sport. Prowadzisz wiele aktywności zawodowych, ale chyba jednak życie trochę zwolniło?
Czy zwolniło ? Oj kłóciłabym się (śmiech).
No ale to przynajmniej teraz bywasz częściej w domu.
Oczywiście nie spędzam na zgrupowaniach 257 dni w roku, ale także sporo przemieszczam się z projektami mojej Fundacji po kraju. Wykładam na uczelni, prowadzę szkolenia dla firm, uczestniczę w tworzeniu kolekcji marki Aqua Wave, której jestem ambasadorem, a większość czasu wakacyjnego spędzam na obozach z dziećmi Otylia Swim Camp dzieląc się wiedzą. Moja rola wygląda dziś inaczej – to zarządzanie ludźmi, ciągłe rozwijanie z zakresu marketingu, ale także podążanie za nowinkami w sporcie. Aby być dobrym wzorem dla innych, autorytetem, także trzeba się rozwijać. Nie można stać w miejscu.
Kolejne pomysły na rozwój masz już w głowie?
Oj tak! Nowych pomysłów do działań mi nie brakuje. Są jednak dobre duszki, które czasem mnie stopują. Bo ważna w dążeniu do celu jest też równowaga, a dziś daje mi ją rodzina. Kocham to, co dziś robię i to jest najważniejsze. Dzięki zaufaniu jakim obdarzyli nas nasi partnerzy, możemy co roku docierać do kolejnej grupy dzieci i młodzieży oraz dorosłych z moim teamem trenerów i pracowników Fundacji. Sukcesu nie osiąga się samemu. Dlatego jestem dumna, że udało mi się stworzyć wspaniały team Fundacji Otylii.
Masz zatem mnóstwo obowiązków zawodowych. Jak godzisz je z macierzyństwem?
Ostatnio czytałam wspaniały artykuł, w którym było napisane, że to pytanie zadawane jest tylko kobietom. Dlatego nikt nie zapyta mężczyzny jak godzi swoje obowiązki z byciem tatą?
Bo dla małych dzieci najważniejsza jest mama! Tata może z nimi spędzić sam na sam perfekcyjny dzień, ale koniec końców, dziecko i tak zapyta: gdzie jest mama. W analogicznej sytuacji, pytanie o tatę raczej by nie padło. A przynamniej nie padło by w większości przypadków.
Nie jest to łatwe, ale moja córka uczestniczy w wielu moich działaniach. Od początku widzi dzieci w sporcie. Tak jak w karierze sportowej ważna była dyscyplina, tak ważna jest teraz, by mieć czas dla niej, dla rodziny, a także na realizację celów. Określone cele, droga do nich i zbudowany zespół zaufanych osób pozwala iść dalej.
Prowadzisz Fundację, której Partnerem jest nasza firma. Skąd w ogóle pomysł, by ją założyć i prowadzić taką działalność?
Fundacja powstała po tym, jak skończyłam studiować mój trzeci kierunek studiów czyli Międzynarodowe Zarządzanie Sportem w Soczi. Po powrocie do kraju zdecydowałam, że chcę przekazywać swoją wiedzę i doświadczenie jak najszerzej. Zaczęłam realizować wcześniej siedzące w mojej głowie projekty. Zaprosiłam do współpracy wybitnych zawodników, trenerów. Wspólnie zaczęliśmy podróżować po kraju. Projekty w większości są darmowe, dlatego potrzebowałam środków na ich realizację. By startować do konkursów i co za tym idzie pozyskiwać też środki od naszych partnerów, powstała Fundacja, która dziś już ma na swoim koncie kilkanaście odwiedzonych z projektami miast, kilkanaście tysięcy przeszkolonych dzieci i dorosłych. Jestem dumna z tego, co stworzyłam. Choć nie jest łatwo.
Jakie masz dalsze plany związane z Fundacją?
Hasło przewodnie Fundacji to „Zostań Mistrzem Życia”. Moim celem poza wspieraniem zawodników, jest szerokie propagowanie sportu, zdrowego stylu życia i podejścia do życia czyli m.in. szacunku do innych i wykonywanej pracy. Sport uczy konsekwencji, determinacji, wyznaczania celu, wyznaczania lidera, umiejętności pokonywania przeszkód, wygrywania, ale także podnoszenia się po porażce. To część ważnych wartości, które chcemy we wszystkich naszych działaniach przekazać i nauczyć naszych uczestników. Jak to mówię, żeby im się chciało chcieć walczyć o swoje marzenia i wyznaczać cele. My jesteśmy wskazówką, pomocą. Zapalamy ogień. Reszta zależy od nich.
Byłaś wybitnym sportowcem, prowadzisz Fundację, brałaś udział w show telewizyjnym, jesteś mamą… czym jeszcze nas zaskoczysz? W jakiej jeszcze roli się widzisz?
Odpowiem krótko: „Nie ma rzeczy, do których się nie nadaję. Są takie, do których się słabo przykładam”. To cytat, który kiedyś powiedziałam i cały czas się go trzymam (śmiech).
Dziękuję za rozmowę.
Dziękuję.
foto: Paweł Skraba