Alessandro Marco Magno – rodowity wenecjanin, historyk i dziennikarz napisał swemu miastu biografię. „Wenecja. Dzieje morza i lądu” właśnie zdobywa wyobraźnie polskich marzycieli.
My Polacy kochamy Italię, a Wenecja jak chyba żadne inne z włoskich miast rozbudza w nas namiętności. To tam chcielibyśmy płynąć gondolą na swój własny ślub, lub chociażby na tę jedną, wyjątkową randkę. To w Wenecji James Bond, aż trzykrotnie ratował dla nas świat. Monica Bellucci w słynnym serialu o muzykach klasycznych pośród weneckiej scenerii ratowała włoską operę. Przed laty Jan Jakub Kolski w niezwykły sposób przenosi na ekran przejmujące opowiadanie Włodzimierza Odojewskiego „Sezon w Wenecji”.
Tej wiosny wydawnictwo ZNAK polskie wydanie „Wenecja.Dzieje morza i lądu” promuje cytatem z Jarosława Iwaszkiewicza, który wprost z ociekającej złotem okładki zapewnia, że tam w Wenecji oddycha się pełną piersią. Czy jest ktoś kto by się temu oparł?
Alessandro Marzo Magno zabiera nas na spacer po tym starym portowym mieście od czasów jego początków poprzez jego bogactwo i biedę, wojny, lokalne zależności po sławę, hegemonie i wymagające czasy współczesne.
Nie jest to kolejny turystyczny przewodnik, choć mógłby mieć kilka zdjęć. Nie jest to też płytka powieść romantyczna, ani ciężka historia do przemęczenia podczas długiej służbowej podróży.
To tylko świetnie opowiedziana historia miasta, którego los ponoć od dawna ma być przesądzony. Zaledwie kilka lat temu podczas pandemii Covid świat donosił, że natura się zregenerowała, w weneckich kanałach po kwarantannie znowu pływają delfiny i miasto ponownie oddycha…
Alessandro Marzo Magno chciałby by nigdy nie przestało.
/rg/





