Don Carlo. Pierwsza premiera w Teatrze Wielkim
Gdyby Henryk Walezy nie uciekł z Polski, jego siostra nie wyszłaby za króla Hiszpanii Filipa II, lecz za Iwana Groźnego. I tam pokochałby ją Iwan junior, jak w Hiszpanii infant don Carlos. Dramat Schillera i opera Verdiego rozegrałyby się w innych dekoracjach. Ale z tą samą fabułą, bo zarówno car, jak i król kazali zabić syna. Palec losu wskazał, że karierę sceniczną zrobił Eskurial zamiast równie ponurego Kremla i Wielki Inkwizytor zamiast szefa opryczników Maluty Skuratowa. Lecz czy w realiach rosyjskich dojść mógłby do głosu kompleks Edypa, tak widoczny w miłości królewicza do macochy, i apel o wolność, tak słyszalny w tyradach markiza Posy? Schiller wskazał jedno i drugie oraz na zawsze powiązał obie sprawy z Hiszpanią. A za jego odkryciem wiernie poszedł Verdi. Toteż z premiery cesarzowa Eugenia, małżonka Napoleona III, Hiszpanka i religiantka, wyszła wściekła. Nie była to jej Hiszpania. Za to nasza.