Zasady ubioru służbowego to żadne novum. Choć obco brzmiące określenie dress code przywędrowało do nas z zachodu, to tak naprawdę, obowiązywało od zawsze. Być może kiedyś było nawet traktowane bardziej restrykcyjnie, niż dziś. Różnicą są tylko ramy, które kiedyś nie były narzucane tak sztywno, przez co nie do końca było wiadomo, co jeszcze jest ubiorem formalnym, a co już nie.
Słusznie czy nie?
Zamykanie zasad ubioru w sztywnych ramach ma wielu przeciwników. Jednak niezaprzeczalnym jest fakt, że to forma szacunku do ludzi – szefa, współpracownika, kontrahentów i klientów. Taki zbiór zasad ogranicza na pewno nieco swobodę, ale dzięki niemu, nie dochodzi do nieprzyjemnych sytuacji, zniesmaczenia i już na starcie rozwiane są wszelkie wątpliwości – co wypada, a co nie.
Co dress code oznacza w praktyce?
W zależności od miejsca pracy i stanowiska, reguły są określane mniej lub bardziej szczegółowo. Są firmy, w których zasady mówią ogólnikowo, że wymaga się schludnego stroju formalnego. Ale są takie, w których w regulaminie precyzyjnie opisana została długość i kolor paznokci, fryzura i biżuteria.
Pracownicy – podobnie jak w przypadku wszystkich innych punktów regulaminu pracy – zobowiązani są do przestrzegania owych zasad. Jeśli je łamią, pracodawcy przewidują różne sankcje – od kar porządkowych, aż po wypowiedzenie stosunku pracy.
Zasad jest tak wiele, jak wiele różnych firm. Każda ma inne potrzeby. W sieciowych korporacjach, bardzo często wymaga się ujednoliconego stroju. Koszul z logo banku na kieszonce, uniformów w jednolitych kolorach – w takich sytuacjach to oczywiście pracodawca zapewnia służbowe ubrania. Stewardessy noszą mundurki swoich linii lotniczych i tu wyjątkowo szczegółowo opisywane są wymogi – wliczając w to fryzurę, kolczyki, buty, odcień rajstop i kolor szminki. Ale są też fabryki, w których dress code nie przewiduje garnituru, wymaga za to specjalistycznej odzieży ochronnej, która zwiększa bezpieczeństwo pracowników. No i korporacje, w których określa się styl (długość, poziom zasłonięcia ciała, kolorystykę), wybór szczegółów pozostawia się jednak pracownikom. Pracownik tymczasem, czy mu się to podoba czy nie, musi się do owych zasad dostosować.
Casual Friday
Codzienny piątek to jednodniowy wyjątek od reguły – zamysł narodził się w Kanadzie, chętnie jednak został podchwycony przez korporacje na całym świecie. Oznacza nic innego, jak przedweekendowy luz. Nie przewiduje oczywiście wciąż bermudów w kwiaty, ale zezwala na lekkie ulgi – ogólnie rzecz biorąc, w Casual Friday strój może być o jeden stopień mniej formalny, niż od poniedziałku do czwartku. Zwany również Jeans day’em, ma dać pracownikom poczucie swobody i wolności. Sprawić, że zawiązany ciasno pod szyją krawat, uwiera nieco mniej ze świadomością, że w piątek przyjdzie nam trochę odpocząć.
Nie mają problemu ci, którzy przebierają się w firmowe koszule lub zakładają mundur strażaka. Więcej wątpliwości mają ci, którym mówi się o ogółach, szczegóły pozostawiając jednak owiane mgiełką tajemnicy. Co więc przystoi, a czego lepiej unikać?
źródło: https://sportroom.pl