Anna Kużdżał i alpaki

Wywiad z Anną Kużdżał, nauczycielką, która hoduje… alpaki!

Skąd pomysł na tak egzotyczne zwierzę?

Alpaki oraz lamy to krewniacy wielbłąda. Ich ojczyzną są Peru i Chile. Już jako dziecko – czytając serię Szklarskiego wiedziałam o ich istnieniu, potem widziałam lamy w ZOO. Jednak dopiero jako osoba dorosła zwróciłam uwagę na właściwości takich wełen jak kaszmir czy alpaka. Nawet luksusowe wyroby dziewiarskie zawierają zaledwie procenty zawartości wełny alpaki w składzie, często łączone są z akrylem, co wcale mi się nie podoba. Ku mojemu rozczarowaniu, nawet na stronach oferujących wyroby rodowitych Peruwiańczyków pojawia się określenie: alpakryl. Rozumiem to: handel i kwestia obniżenia ceny. Nie wspomniałam jeszcze, że cena wełny rustykalnej: czesanej i przędzonej ręcznie na kołowrotku nie jest niska, acz proporcjonalna do wydatków i pracy włożonej w jej powstanie. Czytując czasopisma przybliżające tematykę wsi, rękodzieła, ludzkich pasji – wiedziałam o hodowlach alpak w Polsce od 2004. W zeszłym roku zainteresowałam się bliżej rozmieszczeniem stad w okolicy i powstał spontaniczny pomysł najpierw na wycieczkę, aby spojrzeć im w oczy.

Alpaki fascynują swoją osobowością. Posiadają cechy, które cenię u ludzi: wrażliwość, godność, elegancja, czystość, inteligencja, więź rodzinna, troska o słabszych, chęć do zabawy, brak agresji, wytrzymałość i odporność na skrajne warunki klimatyczne.

Jak je pani sprowadziła na Śląsk?

Z tym nie było problemu, macierzysta hodowla przywiozła mi je specjalnym wozem. Zawsze mogę się do nich zwrócić o pomoc w razie kłopotów czy wątpliwości.

Jak wygląda hodowla alpak? Jak bardzo różni się powiedzmy od hodowli popularnych krów czy owiec?

Zasadnicza różnica to brak mleka, z którego wytwarzane są produkty nabiałowe – odpada problem pozyskiwania mleka trzy razy dziennie – jesteśmy mobilni: ja idę do pracy. Pamiętam wakacje u babci na wsi i problem z dłuższymi wspólnymi wycieczkami po okolicy właśnie z tego powodu. Zaletą dla hodowcy jest uboga dieta alpak, co przekłada się na stan portfela. Nie na długo jednak: dwa razy do roku gościmy pana weterynarza i zwierzaki przechodzą kuracje odrobaczania, które gdy się komplikują bywają bardziej kosztowne. Tak na co dzień nie ma problemów: szopka do spania i jej sprzątanie, siano i dodatkowa pasza, czysta woda, dużo miłości i towarzystwa, raz w roku wizyta górali i strzyżenie runa. Przydaje się kawałek pastwiska, moje alpaki korzystają z łąki straży pożarnej, z którą sąsiaduję. Jest współpraca z instytucją i obopólna korzyść – oni nie muszą kosić trawy. Alpaki zaprzyjaźniają się z innymi zwierzętami żyjącymi na podwórku, w moim przypadku są to kury i koty. Kuna i jeże się nie liczą – odwiedzają ogród nocą gdy alpaki śpią.

Brzydko mówiąc „co nam daje taka alpaka”?

Pierwszą korzyścią jest wełna – najlepsza na świecie. Gdy zwierzęta zaczną się rozmnażać mamy kolejne sztuki – cena zwierząt jest największym wydatkiem. Nawóz alpak jest super fajny do ogrodu. „Żywe kosiarki” oszczędzają i środowisko i naszą pracę, nie niszczą też ogrodu. Runo alpak to fantastyczny surowiec do pracy: gręplowania, przędzenia, filcowania i oczywiście dziergania. Jeśli nawiążemy bliską więź z pupilem- i mamy oczywiście jeszcze czas oraz zawód pokrewny – możemy zainteresować się alpakoterapią.

W czym wełna alpaki jest lepsza od wełny owiec?

Zasadnicza różnica dotyczy budowy włosa wyposażonego – inaczej niż u owiec – w kieszonki powietrzne i pozbawionego uczulającego nas tłuszczu lanoliny, łakomego kąska dla moli. Już na tym etapie jest to coś innego: nie ma alergii, środków na mole. Kieszonki powietrzne wpływają na warunki termiczne włókna: niesamowicie grzeje i jest niesamowicie lekkie. Do tego jest kilkakrotnie bardziej trwałe czyli odporne na ścieranie i dające możliwość przędzenia najcieńszych wełen. W starodawnych grobowcach Indian – powyżej 2 tysięcy lat – odnaleziono nienaruszone wyroby z wełny. Istnieje przekonanie o niezwykłej trwałości wełny oraz jej właściwościach leczniczych. Przepis na leczenie grypy jest prosty: rosół z kury i leżenie pod kocem z alpaki.

Gdzie nauczyła się pani tworzenia wyrobów z wełny?

Kobiety w mojej rodzinie zawsze dziergały, szyły i wyszywały. Jako zupełny maluch rozebrałam maszynę do szycia na części, musiał ją składać mechanik. Moja prababcia przędła na kołowrotku konopne sznurki i wełnę z owiec. Ja nauczyłam się prząść na warsztatach, gdy kupowałam kołowrotek. Reszta to praca własna i książki oraz czasopisma. Mamy zresztą internet, a tam jest wszystko: znalazłam nawet lekcje starej Peruwianki uczącej w swojej biednej chatce przędzenia na wrzecionie.

Hodowla alpak jest już pani sposobem na życie?

Mojej przygody z alpakami nie mogę jeszcze nazwać hodowlą – być może nigdy jej nie będę miała. Hodowla oznacza sterowanie narodzinami kolejnych pokoleń, selekcję osobników: dobór najlepszych i eliminację słabych, wystawy w kraju i za granicą. Nie wiem czy prowadząc hodowlę jest czas na pracę twórczą. Mniejsza ilość zwierząt oznacza indywidualny kontakt ze zwierzęciem, w masowej hodowli z pewnością wygląda to inaczej. Moje alpaki są źródłem radości dla całej rodziny, również okoliczni mieszkańcy, a dzieci szczególnie, z zainteresowaniem je oglądają. Obecnie czekamy na narodziny małej alpaczki.

Dziękuję bardzo za rozmowę.

rozmawiał: Andrzej Kwaśniewski

foto: archiwum Anny Kużdżał

Podziel się wiadomością:

Polecamy również