Wibracje śmierci - ModaiJa

Wibracje śmierci

Strona główna » Blog » Wibracje śmierci

Wibracje śmierci

Puste kajuty, wymarły pokład, żadnych oznak katastrofy . Tak w skrócie brzmiały raporty, świadków którym dane było napotkać na swej drodze statki trafiające do spisów zaginionych. Od trzystu z górą lat funkcjonuje oficjalny rejestr przewoźników kursujących po wodnych szlakach świata. Od przeszło trzystu lat na listy te trafiają nazwy zbłąkanych Ich prawdziwe historie wciąż pozostają jedynie w zakresie spekulacji i domysłów.

Mary Celeste”, żeglowiec, który wypłynął z macierzystego portu w 1872 roku, stał się już niemal książkowym przykładem morskich zagadek. Jego rejs z Nowego Jorku do Genui miał się nigdy nie skończyć. Nie wiadomo kiedy i dlaczego dwumasztowiec przestał istnieć dla świata. Kiedy wreszcie odnaleziono cenną bądź co bądź zgubę zaczęły się pytania, na które tak naprawdę do dnia dzisiejszego nie znaleziono odpowiedzi. Błąkający się w okolicach Azorów statek był całkowicie opustoszały. Wszystko wskazywało na to, że załoga opuściła pokład zupełnie nieoczekiwanie. Coś zmusiło marynarzy do ucieczki. Roztrzaskany żagiel to jedyny zauważalny defekt bezpańskiej fregaty. Drobiazgowe oględziny potwierdziły też brak jednej z szalup. Na próżno szukano śladów walki czy mrożącej krew w żyłach tragedii, jaka miała by się rozegrać w morskiej scenerii. Porwanie przez kosmitów czy głębinowego potwora giganta brzmiały więc mało wiarygodnie. Stanęło na tym że załoga po zatrutym posiłku wpadła w zbiorowy amok. zakończony szaleńczą ewakuacją.

Trumny pod żaglami
Równie długą listę domniemań sporządzono po makabrycznych odkryciach na innych „Latających Holendrach”. Angielski trójmasztowiec „Marlborough” wypłynąl z Nowej Zelandii do Anglii z 23-osobową załogą i sporym ładunkiem wełny. Nigdy nie dotarł do punktu przeznaczenia. Dopiero po 25-letnich poszukiwaniach dostrzeżono go w okolicach Ziemi Ognistej. Na jego pokładzie znaleziono ludzkie szkielety i idealny nieomal porządek. Do macierzystego portu nigdy też nie powrócił szwedzki trójmasztoiwec, dryfujący po Oceanie Indyjskim. 38 martwych marynarzy było jedynym niemym dowodem dramatu, jaki miał się rozegrać na pełnym morzu. Ostatni podobny przypadek odnotowano w 1972 roku.
Powtarzające się scenariusze wymarłych statków, skazanych na nie kończącą się oceaniczną wędrówkę mnożą jedynie znaki zapytania. Niekończące się spekulacje usiłują wytłumaczyć niewytłumaczalne. Raz po raz przypominają o statkach-widmach błąkających się po wodnych obszarach. Niejedna z nich znalazła już całkiem racjonalne wyjaśnienie. Wątpliwości jednak pozostaną do końca.

Zabójcza cisza
Na liście potencjalnych winowajców znalazł się dźwięk, a właściwie jego wibracja.. Dostanie się w pasmo o częstotliwości 7-herców może okazać się śmiertelne. O wykryciu niewykrywalnego zabójcy zdecydował czysty przypadek.Kiedy w nowouruchomionej marsylskiej fabryce zaczęło dziać się coraz gorzej do akcji wkroczyli spece od trudnych przypadków. Złe samopoczucie, zmęczenie, całkowita dekoncentracja wreszcie nękające fabryczną załogę myśli samobójcze coraz bardziej dawały się we znaki.Na cenzurowanym znalazły się ultradźwięki. Zaraz po nich do grupy oskarżonych trafiły – pole magnetyczne wreszcie radioaktywność. Wreszcie po kilkumiesięcznych obserwacjach wykryto truciciela Skrytobójcą okazały się infradźwięki czyli niskie dźwięki. Dokładne badania wykazały, że przy częstotliwości 7 herców ( odpowiadającemu częstotliwości fal mózgowych alfa) moga stać się zabójcze. Powodując rezonans w naszym organiźmie wzmagają częstotliwość uderzeń serca nierzadko zakończony pęknięciem aorty. Może się równie zdarzyć. że zaatakowana nimi ofiara ginie powalona nagłym atakiem Śmierć będzie błyskawiczna i z reguły niewykrywalna. Odpowiednio wzmocniona dawka dźwiękowych morderców jest w stanie pokonać najsilniejsza nawet konstrukcje – przynajmniej tak wyrokują tropiciele niewidzialnego.
Zaraz po tym odkryciu błyskawicznie skojarzono je z opustoszałą „Mary celeste”. Byc moiże – tierdzono – nagle powstała wibracja roztrzaskała okretowe maszty. Zdezorientowana załoga przezornie przeniosła się na szalupe. Pozostawiony na palenisku kocioł z wodą, brak oznak jakicjkolwiek walk czy bójek, systematycznie prowadzony dziennik okrętowy, w którym na próżno szukać by sygnałow niebezpieczeństwa – to niezawodne wskazówki, że strach zaatakował nagle i niespodziewanie. A bezpańskie, morskie wehikuły to jedynie efekt ucieczki przed zgubną ciszą.
Lista niewyjaśnionego nadal pozostaje otwarta. Martwe załogi, statki widma pojawiające się nagle, by równie nieoczekiwanie zniknąć wciąż czekają na uzupełnienie białych plam ich nieprawdopodobnych historii.

mwmedia

2018-03-14T12:28:28+00:00 24 września 2010|Psyche|