„Papusza” i „Płynące wieżowce” będą kinowymi hitami tej jesieni

Strona główna » Blog » „Papusza” i „Płynące wieżowce” będą kinowymi hitami tej jesieni

„Papusza” i „Płynące wieżowce” będą kinowymi hitami tej jesieni

Tegoroczny listopad pełen jest premier filmowych. Wśród nich nie brakuje polskich produkcji. Krytyk filmowy Bartosz Żurawiecki poleca przede wszystkim obejrzenie „Papuszy” Joanny Kos-Krauze i Krzysztofa Krauze, a także „Płynących wieżowców” Tomasza Wasilewskiego, które wczoraj miały swoją premierę.

Nagrodzona m. in. na festiwalach w Gdyni, Karlowych Warach i Valladolid „Papusza”, którą można oglądać w kinach od 15 listopada, opowiada historię życia pierwszej romskiej poetki, której wiersze zostały spisane i przetłumaczone na język polski. W tytułowej roli występuje Jowita Budnik. Jednak mimo doskonałych recenzji, film od premiery obejrzało dopiero 18 tysięcy widzów.

– Ten film wzbudził mieszane odczucia. Niektórzy krytykowali go za zbytni formalizm. W „Papuszy” jest bardzo dużo retrospekcji, bardzo dużo wątków. Ale jest to film wart uwagi, chociażby ze względu na temat. Porusza on bowiem kwestię mniejszości romskiej w Polsce, temat opresji kulturowej, jaką jest sama kultura – mówi agencji informacyjnej Newseria Lifestyle Bartosz Żurawiecki.

„Płynące wieżowce” Tomasza Wasilewskiego zostały uhonorowane na festiwalu w Gdyni trzema nagrodami, w tym dla młodego talentu reżyserskiego. Film zdobył też główną nagrodę East of West w Karlowych Warach oraz nagrodę publiczności podczas T-Mobile Nowe Horyzonty. Obraz przedstawia historię młodego chłopaka, który zakochuje się w innym mężczyźnie.

 – „Płynące wieżowce” to właściwie pierwszy polski film gejowski z wątkami homofobii, opresji, lęku przed powiedzeniem prawdy o sobie rodzinie. Poza tym to film bardzo ciekawy formalnie, zwłaszcza ze względu na zdjęcia i grę aktorską –zachęca Żurawiecki.

Wartą obejrzenia polską premierą jest także „Ostatnie piętro” Tadeusza Króla, którego premiera planowana jest na 29 listopada. Żurawiecki ocenia go jednak dużo niżej niż pozostałe tytuły.

– Oceniam ten film jako trochę nieudaną próbę opowiedzenia historii o takim „polskim oszołomie” wyznającym ekstremalnie nacjonalistyczne wartości, przez co popada w obłęd. Bohater zamyka się w domu, więzi także swoją rodzinę. Niestety film nie udźwignął tego tematu i bliżej mu do nastroju TVN-owskiej sensacji – ocenia Bartosz Żurawiecki.

2013-11-23T08:05:42+00:0023 listopada 2013|Kultura|