Olga Passia: Moim zdaniem…

Strona główna » Blog » Olga Passia: Moim zdaniem…

Olga Passia: Moim zdaniem…

Na wielką galę wybrałabym kreację… niezwykłą, ale miałabym dylemat, gdyż tak samo kocham projekty Miucci Prady, w których widać, że to kobieta liczy się najbardziej, jak i Coco Chanel. W obu przypadkach forma jest istotna, ale wizjonerstwo nie przesłania prawdziwej istoty stroju. Dlatego nie wiedziałabym jaką kreację wybrać, gdybym oczywiście posiadała jedną z tych perełek największych kreatorek mody. Może na szczęście nie mam tego problemu, bo żadna z tych niesamowitych kreacji nie wisi w mojej garderobie. Dlatego na wielką galę ubieram sukienki, w których czuję się swobodnie. Muszą na pewno odzwierciedlać mój nastrój danego dnia, więc rzadko planuję wcześniej co na siebie włożę. Jednego dnia odważę się włożyć sukienkę odsłaniającą plecy, ale innego na podobną okazję włożę już jedwabny garnitur i klasyczną koszulę. Poza tym lubię zaskakiwać siebie samą, Lubię spotkać kogoś znajomego kto mija mnie już prawie, zatrzymuje się i mówi- O! Olga nie poznałem/am Cię, wyglądasz zupełnie inaczej niż zwykle. I tak za każdym razem. Zaskoczenie i zmienność. Lubię to.

Na co dzień noszę… nieśmiertelne jeansy, spodnie w kant, jedwabne pumpy, bawełniane koszulki z nadrukami, białe koszule, bluzy, małe żakiety, większe marynarki, sukienki z dzianiny, czasem wełniane albo kaszmirowe swetry, w których chowam się, gdy zbyt zimno jest na świecie. Lubię też szpilki ale i kozaki na obcasie, botki z zamszu do kostki, balerinki itd. Wciąż chodzi o to, że w mojej szafie jest mnóstwo rzeczy, często łączę je tak, że jestem bardzo zadowolona z efektów, niestety nie zapisuję tego, nie robię sobie zdjęć i zapominam jak to było, co do siebie pasowało wtedy. Ale to nastrój właśnie wybiera kiedy co z sobą połączyć. Przechowuję masę ubrań sprzed lat i łączę je z tym co kupiłam sobie wczoraj.

Słucham, czytam, oglądam… Słucham wewnętrznego głosu, to na pewno. A poza tym…? Szumu morza i ciszy co dźwięczy latem na łąkach. Mojego syna co gada do psa przed snem. A jeśli chodzi o muzykę, to nie jestem specjalną fanką muzyki, to rzadkie może?, ale mnie często muzyka tylko przeszkadza, nie potrafię pracować przy niej, nie rozmawiam też o ważnych sprawach, gdy z tła dźwięki wypływają nadto intensywnie. Rozprasza jak intruz i nie wiem co dzieje się we mnie, tracę z sobą kontakt.
Co innego w samochodzie, jest dodatkiem do mojej podróży, więc włączam radio i szukam tego co mi się w nim spodoba. Na szczęście w Warszawie są okropne korki i dzięki temu udaje mi się więc złapać kontakt ze światem, a raczej wysłuchać wiadomości. Inaczej całkiem zatopiłabym się w moim wnętrzu. Lubię słuchać siebie, mam wiele do powiedzenia i taki dialog nie męczy mnie wcale. Nie oglądam prawie wcale Tv, chodzę do kina bardzo chętnie i żałuję, że nie starcza czasu na więcej.
Czytam niestety o wiele mniej niż kiedyś. Ale mam postanowienie powrotu do literatury, bo to obok projektowania moja wielka pasja. Uwielbiam literaturę francuską Choćby teraz znów tak modnego Victora Hugo, ale też okropnego komunistę i doskonałego filozofa i pisarza Sartra, jego życiową partnerkę partnerkę Simone de Beauvoir, Colette. Poza tym klasyka. Od Ulissesa przez Cortazara, po literaturę Gabriela Garcia Marqueza i Vargas Liosa, Jose Saramago, Amoz Oz i wiele innych nie sposób wymienić wszystkiego. Ale są autorzy, którzy będą mi się kojarzyć z moją młodością. Marcel Proust, Monteskiusz, Stendhal, Honoriusz de Balzac to są nazwiska których literaturą zachwycałam się dawno temu w Paryżu, na wydziale literatury, teraz nie miałabym do tego głowy, żyję zbyt szybko, by sączyć i sycić duszę słowami wielkich pisarzy, do tego trzeba mieć w sobie spokój i dzień przed sobą tylko po to by się nim delektować. Czasem mi tych momentów brakuje, ale wiem że wrócą jeszcze we właściwym czasie. Wspominam je teraz jak niektórzy z bohaterów moich ulubionych książek wspominają smak magdalenki zamoczonej w lipowej herbacie. Zapach odszedł, oni sam też, ale ich wspomnienia i wrażenia zostały z ludźmi na wieki, bo opisali to w sposób który trafił w pokolenia. Na wspomnienia i uczucia moda się nie zmienia, na muzykę i modę tak. Dlatego cenię sobie słowo bardziej wszystkiego innego co mnie również fascynuje.

Nie znoszę… snobizmu, impertynentów, pyszałków i emocjonalnych oszustów. Ludzie którzy obiecują nam coś w pracy i regularnie nie dotrzymują słowa, są skreśleni z listy współpracowników. Tyle. Nie warto się nimi przejmować, odchodzą w zapomnienie. Ale jeśli chodzi o związki, choćby koleżeństwa, nie mówiąc o miłości zawód, słowa puszczone na wiatr, nigdy nie zamienione w czyny choć dano nam słowo że tak się stanie, słowa które były podstawą naszych fundamentów, wiarą w ludzkie uczucia i emocje okazują się złudzeniem, nieporozumieniem…. to jak ostre cięcie wymierzone w środek duszy. Nie rozumiem dlaczego bliscy sobie ludzie nagle są w stanie odsunąć się od siebie. Zranić. Nie znoszę… bo nie rozumiem….

Uwielbiam… południe Francji, kąpiel w morzu, widok morza z okna, przypływ morza w Normandii. Uwielbiam wodę, od kąpieli w jeziorze aż po nurkowanie w ciepłym morzu, ale kocham też dalekie podróże. Napotkanych ludzi, którzy wnoszą ze swojego świata coś do mojego, to jest jak tęcza która pojawia się choć wczesniej nie było deszczu. Na takie chwile czekam. Uwielbiam też mniej złożone, jak zapach skoszonej trawy, muzykę świerszczy w letni wieczór. Zgiełk Paryża o piątej nad ranem w czerwcu. Uwielbiam odkrywać w sobie nieznane siły, pokłady niekończącej się energii.

Kobieta… jest piękną istotą. Delikatną duszą, ogniem bez którego nie ma życia, radości, namiętności, poezji, ale dzisiejsze kobiety zapragnęły czegoś innego i może powinny się zatrzymać i zapytać czy zawsze to wszystko, ten pęd jest zgodny z tym co w duszy im gra. Nie chodzi o nasze kobiece zawodowe ambicje, to co innego. To są ludzkie ambicje. Czasem obserwuję jak kobiety spalają się we własnym ogniu, bo pragną tego co wypada, podporządkowują się presji. Nie rozmawiają ze sobą, nie odczytują swoich potrzeb, nie słuchają sygnałów płynących z ciała.
Gubią się w lesie oczekiwań innych.

Moje hasło na dziś lub na całe życie... zamykać drzwi za sobą zanim otworzy się kolejne. Dokańczać rozpoczęte sprawy, podsumowywać, wyciągać wnioski i nie popełniać tych samych błędów. Zatrzymać koła, które przetaczają nas przez życie w przypadkowych kierunkach, samemu decydować dokąd zmierzamy.

Olga Passia

Olga Passia – projektantka mody, wcześniej dziennikarka, reporterka najpopularniejszej w Polsce telewizji śniadaniowej, absolwentka wydziału Zarządzania i Marketingu na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu. Jeszcze w czasie studiów wyjechała do Paryża, gdzie podzieliła swój czas między swoją pasję: literaturę francuską (studiując na Uniwersytecie Sorbony), a pochłanianie atmosfery miasta oraz pracę w paryskiej agencji modelek Crystal-models, choć pierwsze zetknięcie ze światem mody zdarzyło się o wiele wcześniej.
Potem była przygoda z reklamą, między innymi w Berlinie i Dusseldorfie, która obudziła jej uśpioną artystyczną duszę. Szukając dla niej spełnienia wróciła do kraju podejmując naukę na studiach podyplomowych na UW, równocześnie rozpoczynając pracę w redakcji Dzień Dobry TVN. Tam stało się jasne, że wracają pierwsze dziecięce pragnienia, a wszystkie jej ulubione tematy kręciły się wokół świata wirujących strojów, projektantów i cudów najbardziej luksusowej biżuterii.
Dziś do mody ma racjonalne podejście i z odrobią ironii zgadza się ze słowami Oskara Wilde, że (…) „moda jest tak szpetna, wręcz nie do zniesienia, że musimy ją zmieniać co sześć miesięcy” (…). To przekonanie wynika jednak nie z jej braku wiary w estetykę stroju, a raczej z przekonania, że życie jest ciągłą zmianą i wszyscy dążymy do niej. Olga kieruje swojej projekty do kobiet ceniących połączenie ponadczasowej klasyki z oryginalną formą. Wabi kobiety nie bojące się swojej kobiecości, pewne siebie i dynamiczne. Jej najwierniejszymi klientkami są te, które chcą podkreślać swoją klasę i nietuzinkowy styl. Projekty Olga Passia Design to klasyczna elegancja z posypką szaleństwa.Więcej: na stronie projektantki

2018-03-14T08:26:19+00:00 2 marca 2013|Moim zdaniem|

Zostaw komentarz