Kobiety z domu Soni – niezwykła saga rodzinna

Strona główna » Blog » Kobiety z domu Soni – niezwykła saga rodzinna

Kobiety z domu Soni – niezwykła saga rodzinna

Właśnie w księgarniach pojawiła się debiutancka książka Sabiny Czupryńskiej – „KOBIETY Z DOMU SONI”.

Pięć pokoleń kobiet. Chcą być piękne i kochane, muszą zawalczyć o siebie i swoje szczęście.

Historia rozpoczyna się w małym miasteczku, a kończy w wielkim mieście. Jest jak rodzinny album z pożółkłymi zdjęciami, na których wrażliwy fotograf uwiecznił pięć wyjątkowych kobiet: prababcię Antonię, jej córkę Julię, wnuczki Basię i Jagodę oraz prawnuczkę Sonię. Wszystkie, połączone więzami krwi niczym łańcuchem splecionych rąk, przekazują sobie to, co w nich najpiękniejsze, ale i to, co głęboko skrywane.

Każda z nich kocha, tęskni, pragnie, uczy się żyć, szuka rozwiązań. Zdobywa i porzuca. Pięknie wygląda z papierosem, za kierownicą malucha czy w markowej sukience. Każda spotyka mężczyznę lub kilku i próbuje uwolnić się od tajemnicy z przeszłości, odnaleźć szczęście, odmienić los nieświadomie wyznaczony jej przez matkę, babcię, prababcię. Każda z nich ma na to szansę.

Sabina Czupryńska – (ur. 1977) – absolwentka polonistyki, wiedzy o teatrze, studium sztuk wizualnych. Debiutowała na łamach „FA-artu”, opublikowała zbiór opowiadań pt. „Dziesięciu którzy…”. Lubi: wolną jazdę obwodnicą Trójmiasta, szybką jazdę rowerem nad brzegiem morza, nowe ubrania i stare gazety. Żyje z pracy w teatrze, o którym też kiedyś napisze, a czasem ze stylizacji i projektowania kostiumów.

Sabina Czupryńska
Kobiety z domu Soni
Wydanie I, Prószyński i S-ka
Data wydania: 21.02.2012
Oprawa: miękka, Format: 125 x 195 mm, Liczba stron: 472
Cena: 35,00 zł

Fragment:

Rozdział 4.

Jagoda zbliża się do jeziora; idzie się jej jakoś inaczej. Te zielone kokardy jednak dodają bucikom nieznanego dotychczas szyku. Choć filcaki nie są tak piękne, jak buraczkowe botki Anki, które ciotka przysłała jej z zagranicy. Boże, gdyby Jagoda miała takie botki! Buraczkowe, z małymi, lekko stukającymi obcasikami, z lekko zaokrąglonymi czubkami i miłym zamszem przy cholewkach… Wymarzone ciżemki, jak mówi babcia. Opowiedziała kiedyś o nich w domu.

– Nigdy nie będziesz ich miała – ucięła matka – Nie mamy pieniędzy.

Ale Jagoda nie jest przekonana. Może tych konkretnych nie, ale kilka par innych pięknych butów? Kiedyś na pewno. Mnóstwo. Wszystkie, o jakich zamarzy.

A teraz maszeruje w filcakach z zielonymi kokardami. Zarumienione policzki i zadarty nos trzyma nieco wyżej niż zwykle. Zielone wstążki w butach i myśl o chłopaku w granatowym prochowcu sprawiają, że Jagodę opanowują nieznane dotąd uczucia. Jest. Dotarła nad wodę. Zmęczony ojciec buja dziecko na huśtawce, jakaś para chyba przytula się pod dębem. Ale jego nie ma! Nawet łabędzie są jakby bardziej osowiałe. Może także z tego powodu? Jagoda kuca nad brzegiem jeziora i zagląda im w oczy. Stara się sama przed sobą nie przyznawać do powodu wizyty nad jeziorkiem. Ptaki suną powoli, pozostawiając za sobą ślady, jak wyrwy w aksamicie. Kaczki też mają zwolnione tempo. Czyżby wszystko stanęło w miejscu? Hm, dobrze, że chociaż te kokardy… Nie, one też jakby mniej cieszą. Jagoda przygląda się swojemu odbiciu w wodzie. Patrzy i patrzy, i zastanawia się, co będzie dalej. Tak bardzo wybiega myślami w przyszłość, że nie czuje nawet, jak drętwieją jej nogi. I widzi siebie bardzo daleko stąd, daleko od jeziora, łabędzi i babci Antosi (to akurat ją smuci), ale także daleko od szkoły, od domu, mamy… A to już napawa ją nadzieją.

Maciej biegnie ścieżką pomiędzy dębami tak szybko, że połami granatowego prochowca prawie strąca liście. Śpieszy się bardzo, bo na pewno dostał list z uniwersytetu. Cały dzień w pracy był podenerwowany, a teraz chce jak najszybciej być w domu; jak wynika z jego obliczeń, list ma przyjść właśnie dzisiaj. Chłopak przebiega między drzewami, jak w szpiegowskim filmie, uśmiecha się sam do siebie i nie zwalnia nawet na sekundę. Ta wiadomość z uczelni zmieni całe jego życie. Maciej wierzy, że się uda. W tym pędzie, gdy słyszy tylko uderzenia swoich skórzanych butów o liście, zauważa jednak skuloną dziewczynę nad brzegiem jeziora. To chyba ta, która była tu we wtorek, przebiega mu chaotycznie przez głowę. Ależ ma dziwne kokardy przy butach, rejestruje.

Jagoda jest tak zamyślona i tak zajęta planowaniem swojej przyszłości z dala od Wałkowa, że nie ma pojęcia, iż powód jej wizyty nad jeziorem przebiega tuż za jej plecami. Nic nie jest w stanie jej wyrwać z marzeń, w których przechadza się w klapkach z futerkiem po ogromnych salonach, a obcasy bucików stukają po wypolerowanych parkietach. Jest ciepło i czysto, białe puchowe pierzyny piętrzą się w ogromnej sypialni z kremowymi tapetami, a w kuchni pod zlewem jest mnóstwo ziemniaków, których nigdy nie brakuje. Jagoda zauważa, że robi się szaro, więc nieco zrezygnowana rusza do domu. Ciągnie za sobą nogi w filcakach z zielonymi kokardami, ozdobą, o której już nie pamięta. (…)

2018-03-14T09:55:41+00:00 24 lutego 2012|Kultura|