Wywiad z Agatą Dominik, autorką poradnika „Po drugiej stronie lustra. Jak być ubraną, a nie przebraną”

with Brak komentarzy

dla andrzeja 2Brzmi bajkowo! Co tym razem odkryjemy po drugiej stronie Twojego lustra?

Przed wszystkim odkryjemy same siebie, bez dodatkowych masek, które nakładamy każdego dnia. W książce pokazuję, że kobiety często widzą się w krzywym zwierciadle. Skupiamy się na mankamentach, wyolbrzymiamy je, a z kolei zalety ukrywamy lub umniejszamy. Można to nazwać takim podwójnym widzeniem: drobny mankament odbieramy jakby był wielkości XXL, z swoją zaletę pomniejszamy do rozmiaru XS. Jeżeli mamy trochę więcej ciałka, od razu widzimy to dwa razy grubsze, niż jest w rzeczywistości, czyli postrzegamy siebie zupełnie inaczej niż widzą nas inni. Taki sposób myślenia powoduje, że ciężko nam przyjmować komplementy i uwierzyć w dobre słowa na nasz temat. Trudno też jest nam zaprzyjaźnić się z samą sobą, choć to relacja na całe życie. O tym też piszę w książce, więc nie będę wszystkiego zdradzać (uśmiech).

To może krótko: „Po drugiej stronie lustra” to książka, która…?

Na pewno ma pomóc w nowym spojrzeniu na siebie. Nawiązując do słów Coco Chanel, która mówiła, że nie ma brzydkich kobiet, są tylko zaniedbane, przekonuję, że wszystkie jesteśmy piękne. Naprawdę tak uważam i nigdy nie dam się przekonać, że jest inaczej. Każda kobieta musi po prostu odkryć swoje wewnętrzne i zewnętrzne piękno (kolejność nie jest przypadkowa), nikt nas w tym nie wyręczy. Piszę o tym w książce, mając świadomość, że jej lektura jest tylko początkiem zmian, która może się dokonać w kobiecie. Tak naprawdę zmiany wymagają od nas ciężkiej pracy nad sobą, nad sposobem myślenia i postrzegania siebie.

Niestety, wiele z nas znajduje tysiące wymówek, by nie pomóc sobie w znalezieniu właściwych narzędzi do eksponowania swojej kobiecości. Strój, który ma za zadanie podkreślać nasze atuty, często traktowany jest przez kobiety, jak płachta materiału, która ma wszystko ukryć. To błąd! A już najgorsze jest, gdy słyszę wymówki w stylu: nie mam pieniędzy na ładne ciuchy i nie mam czasu na zakupy – wtedy już zdarza mi się tracić cierpliwość. Ten, kto chce zmian, szuka rozwiązania, ten kto nie chce – szuka wymówek.

Oczywiście, jeżeli chcemy wymienić od razu całą szafę, będzie to nas trochę kosztowało. Ale polecam metodę małych kroczków, o czym wspomina w książce pani psycholog. Dzisiaj zrób przegląd szafy, w tym miesiącu kup jedną rzecz, ale pasującą do Ciebie i taką, w której czujesz się dobrze, a nie taką, którą widziałaś na znanej aktorce i za wszelką cenę chcesz wyglądać tak, jak ona. Takie czary nie działają. W kolejnym miesiącu kup następną rzecz. W ten sposób twoja szafa stopniowo będzie odświeżona.

dla andrzejaZmiany, praca nad sobą… Czemu to jest takie istotne?

Dzisiejsze czasy są niestety bardzo okrutne. Rzadko mamy okazję poznać dokładnie drugą osobę, jej charakter, wnętrze, sposób patrzenia na świat. To powoduje, że szybko i często zbyt pochopnie oceniamy innych… najczęściej po wyglądzie. Musimy więc o tym pamiętać i nie lekceważyć jego roli, bo strojem, wyglądem, wysyłamy otoczeniu błyskawiczny komunikat o sobie. Ten fakt można oczywiście wykorzystać.

W mojej książce przypominam, że moda i ubieranie się to odwracanie uwagi od mankamentów, a podkreślanie zalet. To iluzja i złudzenie, które mogą nam bardzo pomóc. W książce „Po drugiej stronie lustra” kładę nacisk na to, żeby znaleźć swoje atuty, nazwać je i świadomie z nich korzystać. Prezentuję oczywiście konkretne porady, sztuczki wyszczuplające, przypominam o roli dodatków, czy kolorów.

Sztuczki, iluzja… Magia mody?

Nie do końca, tak naprawdę w książce piszę mało o modzie. Z doświadczenia wiem, że modą można sobie bardzo zaszkodzić, szczególnie wtedy, gdy nieumiejętnie ją stosujemy, ślepo podążamy za trendami. Łatwo wówczas być przebranym, a nie ubranym – a to zasadnicza różnica. Najważniejsze jest mieć swój własny styl – zgodny z naszym usposobieniem, charakterem, stylem życia. Są kobiety, które konsekwentnie stosują jeden styl, są takie, które lubią eksperymentować lub takie, które czują się dobrze w stonowanych strojach, są też takie kobiety, które lubią zaciekawić swoim wyglądem. Uważam, że każda z nas musi zadać sobie pytanie, co chce przekazać swoim strojem, bo przecież nasz ubiór wysyła światu ważny komunikat – czy czuję się dobrze we własnej skórze.

Jestem daleka od krytyki, to bardzo indywidualna kwestia, jak podchodzimy do mody i stylu. Takie jest też przesłanie książki – przestańmy krytykować innych… i samych siebie, bądźmy bardziej wyrozumiali i łagodni. Czasem po prostu uszanujmy czyjś styl, choć uważamy, że kompletnie do kogoś nie pasuje. Jak mówi stara maksyma: o gustach się nie dyskutuje. Nie przejmujmy się również za bardzo tym, co o nas mówią inni, chociaż, kiedy bliska i życzliwa nam osoba zwraca nam delikatnie uwagę, że np. zaniedbujemy się, wówczas nie warto się obrażać, a zastanowić nad tym, czy rzeczywiście nie trzeba czegoś zmienić. Oczywiście wiem, że np. mężczyźni chcieliby nas ciągle widzieć w szpilkach, ołówkowych spódnicach, z dekoltami, czerwonymi ustami, bo to jest często wasza wizja kobiecości. Ale jakie to byłoby nudne, gdybyśmy wszystkie ciągle chodziły tak samo ubrane.

Większość polskich stylistek głosi idee, jakby były jedynymi modowymi wyroczniami, a u Ciebie akcent pada na poszukiwanie siebie, wolność, swobodę. Są według Ciebie zasady, które są ważniejsze od dowolności w ubieraniu się?

Oczywiście, że są zasady, ale ważne jest też to, by kobiety rozumiały, na czym one polegają, żeby nie wpadły w pułapkę bezrefleksyjnego trzymania się reguł. W książce prezentuję autorską typologię sylwetek, stworzoną na podstawie tego, co zawiera damska torebka, po to, żeby mieć właśnie świadomość istnienia pewnych zasad, ale przede wszystkim po to, by korzystać z nich umiejętnie i świadomie. Musimy się nauczyć, że nawet jeżeli jesteśmy danym typem sylwetki i zaburzymy coś w jej proporcjach, powiedzmy, stosując krój teoretycznie nieodpowiedni dla swojej figury, to nie będzie końca świata, bo np. możemy przywrócić proporcje naszej sylwetce przez odpowiednio dobrane dodatki. I to są konkretne zasady, których przestrzeganie może nam bardzo pomóc. Często powtarzam, że wszystko da się uratować, oprócz golfu, który na krótkiej szyi zawsze wygląda źle i oprócz getrów i tunik, które skracają sylwetkę i ukrywają talię. W tych przypadkach nie jestem już tak tolerancyjna (śmiech).

Skąd taki przewrotny pomysł na Twoją typologię sylwetek?

Po prostu chciałam, by poprzez humorystyczne przedstawienie sylwetek, kobiety nabrały do siebie dystansu i przestały myśleć o sobie wyłącznie przez pryzmat kompleksów. Widzę, że kiedy przedstawiam sylwetki na bazie tego, co znajdziemy w damskiej torebce, np. buteleczki perfum, szczotki czy komórki, wywołuje to uśmiech na twarzy kobiet, nabierają one dystansu do tematu, bawi je, kiedy ktoś nazwie je szczotką czy okularkami. Z uśmiechem na twarzy łatwiej jest im zaakceptować siebie.

Określeń sylwetek na rynku modowym jest wiele, ale tak naprawdę nie ma znaczenia, jak zdefiniujemy swoje kształty. Najważniejsza jest umiejętność patrzenia na sylwetkę całościowo. I tu powracamy do tego, o czym rozmawialiśmy wcześniej – najczęściej skupiamy się na jednym elemencie, na tym, którego nie lubimy. W przypadku większości pań jest to brzuszek, pupa, biodra… i to nam zaburza cały obraz siebie! Trzeba pamiętać, że na typ sylwetki składają się dwa najważniejsze elementy: ramiona i biodra. Zawsze na warsztatach podaję przykład: popatrzcie, kto teraz widzi wasze pupy, kiedy siedzicie i rozmawiacie ze sobą? Kiedy utrzymujemy kontakt wzrokowy, obejmujemy wzrokiem rejon ramion. Dlatego najważniejsze są ramiona, stosunek szerokości ramion do bioder i to, czy ktoś ma zachowane proporcje między tymi elementami. To pozwala ocenić naszą sylwetkę. Nie ma znaczenia czy będzie ona nazywana klepsydrą czy ósemką… Ja wymyśliłam akurat taką typologię sylwetek, która wprowadza odrobinę humoru. Po prostu chciałam żeby kobiety bawiły się modą i stylem.

Jak już mowa o podstawach, to po kolei: co znajdziemy w książce?

Wszystko, co pozwoli nam osiągnąć sukces (śmiech). Czyli – jak dobrać biustonosz, czemu to jest tak ważna rzecz, nie tylko ze względów estetycznych, ale i zdrowotnych. Tę kwestię dokładnie opisuje brafitterka. Zresztą w książce znajdziemy wypowiedzi wielu specjalistów z różnych dziedzin, m.in. dietetyczki, trenerki fitness, fryzjerki, kosmetyczki, optometrysty, optyka czy psycholog. To są ważne elementy, o których nie należy zapominać, bo tak naprawdę na nasz wygląd składają się nie tylko czynniki związane z ubieraniem się, ale także z tym, jak dbamy o siebie i w jaki sposób o sobie myślimy. Żaden, nawet najdroższy ciuch nie doda nam poczucia własnej wartości.

W książce „Po drugiej stronie lustra” jest też opisany przegląd szafy, czyli rady o tym, jak odnaleźć się we własnej szafie (kobiety wiedzą, że to często labirynt bez wyjścia). Wymieniam podstawę damskiej garderoby (o męskiej też wspominam), opisuję, jakie fasony powinny się znaleźć w każdej szafie. Piszę również o tym, co zrobić, by na zakupach nie wydać wszystkich oszczędności na niepotrzebne ubrania. Omawiam kwestie związane z analizą kolorystyczną, z ubieraniem się na różne okazje, pomagam w doborze dodatków i dzielę się refleksjami o tym, czym jest moda i jak nie zwariować na wyprzedażach i podczas zmiany sezonu. W wielkim skrócie, chciałabym, by po przeczytaniu mojej książki, czytelniczki stojąc o poranku przed szafą już nigdy nie musiały mówić: nie mam co na siebie włożyć. I co jest najważniejsze: najpierw trzeba zrobić porządek w głowie, a dopiero później w szafie!

Nauczymy się tego Po drugiej stronie lustra?

Ta książka na pewno może pomóc, ale nie może zastąpić czegoś, co jest pracą nad sobą. Na szczęście, a widzę to chociażby po paniach, które uczęszczają na moje warsztaty, kobiety pragną zmian. Remanent w szafie i wyjście na zakupy z nową wiedzą potrafią zdziałać cuda. Ale wszystko to trzeba starannie wypracować. Zawsze powtarzam, że wszystkie przekazane zasady, cała wiedza, muszą się powoli w głowie zadomowić. Nie da się wszystkiego zmienić w ciągu jednego dnia lub od razu po przeczytaniu książki, ważne jest, by dać sobie czas na przemyślenia i nie robić niczego pod presją.

To wszystko wydaje się na pierwszy rzut oka strasznie skomplikowane i strasznie poważne…

Czas zapomnieć o często przez nas słyszanym zdaniu: „nie szata zdobi człowieka” i mieć na uwadze przysłowie: „jak cię widzą, tak cię piszą”. To, jak wyglądamy jest bardzo szybkim przekaźnikiem informacji o nas samych. To, jak wyglądamy, jest sposobem w jaki okazujemy szacunek drugiej osobie… albo demonstrujemy jego brak.

Swoim wyglądem możemy sobie w życiu bardzo, ale to bardzo pomóc, ale też możemy sobie bardzo zaszkodzić. Przykład? Na prowadzonym przeze mnie szkoleniu z nauczycielkami, wspólnie doszłyśmy do wniosku, że czasy są dla nich niewdzięczne. Panie same doszły do wniosku, że to, jak wyglądają, pomaga im budować autorytet wśród uczniów! Zupełnie inaczej odbieramy osobę ładną, czyli wyglądającą z klasą, odpowiednio ubraną, która od razu wzbudza naszą sympatię, nasze zaufanie, której kompetencje doceniamy. Wiem, że to bardzo często może być krzywdzące, że to też działa w drugą stronę. Jesteśmy oceniani za pomocą tego samego klucza. By nie krzywdzić i nie być krzywdzoną takimi ocenami musimy pamiętać o równowadze. Uważam, że przesadne dbanie wyłącznie o wygląd i zapominanie o wnętrzu, cechach charakteru, jest złe. Ale też lekceważenie swojego wyglądu jest objawem złego samopoczucia i braku akceptacji siebie.

Do wyglądu zawsze trzeba przywiązywać uwagę. Na swoich warsztatach i szkoleniach opisuję sytuację, która zdarza się nam często podczas wyjścia po bułki do osiedlowego sklepu. Wychodzimy na sekundę i myślimy sobie, aaaa na pewno nikt nas nie zobaczy, wychodzimy w starych, brudnych klapkach, w zniszczonym dresie i zwykle jest tak, że akurat wtedy spotykamy osobę, na którą nie chcemy wpaść – najczęściej jest to były chłopak lub pani z osiedla, która uwielbia plotki (uśmiech).

Można to zatem spuentować jednym zdaniem: ważne, żebyśmy zawsze tak wyglądali, by po drugiej stronie lustra zobaczyć piękną, spełnioną osobę.

Dziękuję bardzo za rozmowę.

rozmawiał: Andrzej Kwaśniewski

okladka

Wybierz swój profil, aby skomentować: