Marta Giziewicz

Wywiad z Martą Giziewicz, autorką powieści „Kareta”

Niedawno zadebiutowała Pani powieścią „Kareta”. Jest to kryminał historyczny z elementami horroru. Skąd pomysł na tego rodzaju powieść? Dlaczego kryminał, historia i horror?

„Kareta” łączy w sobie wszystkie te gatunki literatury, które w moim odczuciu są interesujące i pociągające. To połączenie, w którym jest to, co najlepsze. Z kryminału zaczerpnęłam zagadkę, z historii niesamowite tło do fabuły a z horroru odrobinę mrocznego klimatu. Jednak przyznać muszę, że opinia horroru trochę mnie zaskoczyła, wyszło to całkiem przypadkiem. Nieraz kryminał może wydawać się mroczny, ale niekoniecznie od razu uważa się go za horror. Jeśli „Kareta” jest mroczna, to tylko trochę.

To dopiero pierwsza książka, ale już zbiera pozytywne noty. Czytelnikom podoba się przede wszystkim klimat. Skąd czerpie Pani inspiracje?

Historia jest inspiracją i niekończącym się źródłem informacji i pomysłów. Ona także tworzy ten niepowtarzalny klimat, którego moim zdaniem brak w powieściach o tle współczesnym. Nie ma niczego nadzwyczajnego w naszym życiu codziennym, jest po prostu codziennością, natomiast życie ponad sto pięćdziesiąt lat temu było zupełnie inne, inaczej organizowano sobie codzienność, inaczej wyglądała praca, inny był stan medycyny. Wystarczy wyobrazić sobie tak prozaiczną rzecz, jak wieczór, i porównać, jak dziś go spędzamy, a jak byśmy to robili półtora wieku temu. Dziś mamy lekarzy na każdym kroku, postępową medycynę i wyjątkowe możliwości, podczas gdy dawniej nawet grypa była chorobą śmiertelną. W tamtych czasach żyć było znacznie trudniej, państwo nie ułatwiało tego ludziom na każdym kroku. To trzeźwiące i uświadamiające, jak wspaniale postęp ułatwia nam życie. Uważam, że XIX wiek to wiek wyjątkowy, pełen zmian, które odmienią absolutnie wszystko kolejnym pokoleniom. To także okres, z którego pochodzą klasyki literatury kryminalnej i grozy, jedne z pierwszych tego gatunku, a dla mnie będące inspiracją i olśnieniem.

Dlaczego Warszawa? Nie – kusiło Pani, by pisać o rodzinnych stronach i sielskości?

W czasie, gdy pisałam „Karetę”, Warszawa wyjątkowo mnie przyciągała, przyciąga zresztą nadal, mimo że na stałe mieszkam w bardzo malowniczych, wiejskich stronach. To miasto jest mi w pewien sposób bliskie, tu studiowałam i kilka lat mieszkałam, najwyraźniej nawiązała się jakaś więź. Poza tym Warszawa stała się dla mnie kluczowym elementem powieści, w dużej mierze w moich oczach zyskała na wartości ze względu na czas spędzony nad opracowaniami, mapami i ilustracjami, by stworzyć własną wizję tego miejsca.

Pojawia się motyw wampirów, które jeszcze nie tak dawno wiodły prym w literaturze. Teraz trochę od nich odchodzimy, ale też w „Karecie” nie są to te same wampiry, co z modnej popkultury. Dlaczego postanowiła Pani powrócić do tego tematu?

Lubię horrory, tematykę grozy i mroczne zakątki ludzkich dziejów. Jednym z takich zakątków są właśnie wampiry, w które ludzie jeszcze nie tak dawno temu wierzyli. Oczarował mnie kiedyś obraz wampira w powieści Ann Rice, ale to był jedyny taki moment, gdy czujący po ludzku wampir zrobił na mnie wrażenie. Dużo bardziej przypadł mi do gustu upiór Brama Stokera, który kierował się przede wszystkim swoim instynktem. I tu znów pojawia się powieść XIX-wieczna. Potem sporo czytywałam o samych wierzeniach w wampiry i tak mnie ten temat wciągnął, że nie wyobrażałam sobie pisania książki z pominięciem tego wątku. Tym bardziej, że nie poruszam kwestii samych upiorów, lecz raczej owej wiary i praktyk antywampirycznych.

Można powiedzieć, że temat wampirów jest dość realistyczny, nie są idealizowane, to raczej problem społeczny. Od razu – widać, że nie jest Pani laikiem i podejście do przypadku z powieści jest konkretne – specjalistyczne. Czy ma to związek z Pani wykształceniem i doświadczeniem archeologicznym?

Myślę, że w pewnym stopniu tak. Przed studiami archeologicznymi moja świadomość w tym temacie była nieco bardziej ograniczona, skupiałam się głównie na samej wierze w upiory i na zabobonach. Archeologia skłoniła mnie do poszukiwań nieco dalej, bo poszerzyłam wiedzę o badania archeologiczne, choć nie stricte w przypadkach pochówków wampirycznych, bo nie miałam przyjemności nad nimi pracować, ale odniosłam wrażenie, jakby drzwi do tej strony tego tematu dopiero wówczas się przede mną otworzyły. A może to ja dojrzałam do głębszych analiz, zainteresowania się antropologia wampiryzmu nieco bardziej. Nawet trzymanie w rękach autentycznych ludzkich kości daje do myślenia i uruchamia wyobraźnię, a i pisanie o pochówkach wampirycznych zdaje się prostsze.

Kareta” to powieść zapowiadająca serię o Konradzie Masternowiczu. Czyli możemy spodziewać się kolejnych powieści?

Serię o Konradzie Masternowiczu piszę cały czas, równolegle powstają kolejne powieści.

Trzymam kciuki. Dziękuję.
Hanna Pałac Agencja Literacka Ekstensa

Zobacz również: o książce „Kareta” w naszym serwisie

Marta Giziewicz
Marta Giziewicz