Wywiad z Isabelle Laflèche, autorką powieści Kocham Rzym

Kto z nas nie pamięta sceny z Seksu w wielkim mieście, w której złodziej, trzymając Carrie na muszce, każe jej oddać błyszczącą torebkę Fendi? Dzięki filmowi torebka natychmiast stała się sensacją i żeby zostać jej posiadaczką, trzeba się było zapisać na długą listę oczekujących. O włoskiej modzie, jej blaskach i jej ciemnej stronie rozmawiamy z Isabelle Laflèche, autorką powieści Kocham Rzym.

Miał być weekend w stylu Felliniego, a skończyło się niemalże na „Ojcu chrzestnym”. Jak ona to robi, ta niesforna i nieobliczalna Catherine Lambert, że stale wpada w tarapaty?

Przede wszystkim Catherine jest bardzo ciekawska. Ma też niezwykły dar śledczy, tropiąc afery dotyczące branży modowej, zawsze dociera do sedna sprawy. A poza tym fakt, że chłopak puścił ją kantem, jeśli chodzi o romantyczny weekend w Rzymie, dostarczył jej dodatkowej zachęty, żeby zostać tu kilka dni dłużej…

Rzym jest jak kobieta, skrywa wiele sekretów. Zachwyca zabytkami, cudowną kuchnią i kreacjami włoskich projektantów. Ale, co odkrywa Catherine, ma też swoją mroczną stronę, jeśli chodzi o świat mody…

Niestety to prawda. Odkryłam ją, zbierając materiały do książki. Poznałam pewnego włoskiego projektanta. Jego ojciec ma zakład tekstylny w rejonie Prato i z wielkim trudem walczy o utrzymanie przedsiębiorstwa, któremu zagraża konkurencja w postaci napływu cudzoziemców wytwarzających tkaniny gorszej jakości i wypuszczających na rynek podróbki znanych marek.

Dlaczego pronto moda, fast fashion jest tak niebezpieczna?

Przede wszystkim dlatego, że szkodzi naszej planecie. Przemysł odzieżowy jest drugim po petrochemicznym trucicielem środowiska. Sklepy są zasypane ubraniami, które nie nadają się do przetworzenia, wysyła się je więc do second handów, które dosłownie pękają w szwach i oto mamy ślad w środowisku. Ma to też wymiar etyczny. Pracownicy, którzy szyją te tanie ubrania, pracują w ubogich, niehigienicznych warunkach, są też kiepsko wynagradzani. Konsumenci przyzwyczajają się do kupowania ubrań za niską cenę więc nie inwestują w oryginalne towary, stworzone przez projektantów. To wszystko ma niekorzystny wpływ na branżę modową i rozwój młodych talentów.
Ale, na szczęście, jest też jasna strona. Włosi są dumni ze swoich pięknych wyrobów i starają się je chronić oznaczeniem „Made in Italy”, bardziej restrykcyjnym niż inne narodowe „Made in”, bo towar musi być zaprojektowany, wyprodukowany i spakowany we Włoszech.

Mają w tym bogatą, kilkusetletnią tradycję. Pojawienie się Italian look pociągnęło za sobą wymierne historyczne korzyści, jak zaistnienie rękodzielniczych tradycji w przemyśle włókienniczym, pojawienie się luksusowej galanterii skórzanej, wysokogatunkowego krawiectwa i innych branż powiązanych z branżą modową.

Wspomniałaś o Italian look. Dużo mówi się o francuskim stylu czy paryskim szyku. To ich włoski odpowiednik?

Tak. Moim zdaniem istnieje coś takiego jak włoski styl czy rzymski szyk. Charakteryzuje się odważnymi kolorami (zwłaszcza w modzie męskiej) i materiałami doskonałej jakości. To oszałamiające obuwie, wielkie okulary przeciwsłoneczne, złote akcesoria oraz szczypta nieodpartej zmysłowości.
O tym właśnie mówi jedna z powieściowych postaci: „Uwielbiam Włochów. Są tacy kolorowi i mają w sobie tyle dramatyzmu. Przy nich nowojorczycy i paryżanie to nuda.”

Po rzymskich wakacjach w jakich kolorach będzie kolejna podróż Catherine?

Ona już pakuje walizkę. Tym razem nowa przygoda czeka na nią bardzo daleko, w egzotycznym kraju, który ma wiele do zaproponowania, jeśli chodzi o ekscytujące przeżycia i wrażenia. Jest też ojczyzną najbardziej imponującej filmowej stolicy świata: Bollywood.

To właśnie podczas kręcenia Kleopatry Elizabeth Taylor zapałała do włoskiej biżuterii miłością, która przetrwała próbę czasu. Aktorka pozostała wierną klientką Bulgari — w 1967 roku na balu w Wenecji miała na głowie ekstrawagancki stroik z kwiatów, diamentów i ptaków, kupiła też szafirowy naszyjnik z wisiorkiem, w którym został osadzony gładko oszlifowany kamień wielkości 52,72 karata. Po jej śmierci naszyjnik sprzedano na aukcji Christie’s za ponad 5,9 miliona dolarów. Namiętna miłość gwiazd wielkiego ekranu do włoskiej mody była i wciąż jest odwzajemniana: włoski przemysł odzieżowy zawdzięcza międzynarodową sławę połączeniu kina, zachwycającej urody zagranicznych aktorek, niesłabnących wysiłków paparazzich i niezaspokojonemu pragnieniu elegancji, zwłaszcza tuż po drugiej wojnie światowej. Włoskie powiedzenie: Al buon vino non bisogna frasca w swobodnym tłumaczeniu znaczy: „dobry towar nie potrzebuje reklamy”. Może to i prawda, ale tutejszą modę wypromowało włoskie i amerykańskie kino.

Isabelle Laflèche, Kocham Rzym

Isabelle Laflèche – przez wiele lat pracowała jako prawniczka w Nowym Jorku, Toronto i Montrealu. Dziś pisze książki i pracuje w branży modowej. Na łamach magazynu „Clin d’oeil” publikuje artykuły poświęcone kulturze i modzie. Współpracuje także z magazynem internetowym dla mężczyzn Dandyblog.com. Dwie poprzednie powieści kanadyjskiej autorki – Kocham Nowy Jork i Kocham Paryż – były międzynarodowymi bestsellerami. Kocham Rzym właśnie trafił do księgarń.

Zobacz również:o książce Kocham Rzym w naszym serwisie