Agnieszka Pruska

Nie dzielę kryminałów na kobiece i męskie. Wywiad z Agnieszką Pruską

Redakcja: Jest pani autorką dwóch cykli powieści kryminalnych, które zdecydowanie różnią się od siebie. Seria z nadkomisarzem Uszkierem („Literat”, „Hobbysta”, „Żeglarz”, „Spadkobierca”) to typowo policyjne kryminały, ale te z Alicją i Julią („Zwłoki powinny być martwe” i „Wakacje z trupami”) to znacznie lżejsze lektury. Jak na takie zróżnicowanie zareagowali czytelnicy?

AP: Sądzę, że bardzo pozytywnie, chociaż niektórzy mogli poczuć się zaskoczeni taką zmianą formy. Wiadomo jednak, że wiele osób lubi zróżnicowanie i ci czytelnicy chętnie sięgnęli po coś odmiennego tego samego autora, a poza tym „Zwłoki powinny być martwe” i „Wakacje z trupami” są dużo lżejsze w porównaniu z serią z Uszkierem i zapewne dlatego znalazły swoje grono czytelników wśród tych, którzy nie przepadają za kryminałami policyjnymi. Każda seria ma zupełnie odmienne miejsce akcji, swój klimat, inny język i zdecydowanie różnych bohaterów. Z jednej strony kierowana przez Uszkiera ekipa policjantów, z drugiej – dwie trochę nieobliczalne, jeżeli chodzi o mieszanie się w śledztwo, kobiety.

Redakcja: Czy zgodzi się pani ze stwierdzeniem, że cykl z nauczycielkami można nazwać serią kobiecą?

AP: Tak, ale niechętnie. Nie lubię tego określenia, chociaż muszę przyznać, że sama go używam w odniesieniu do części literatury obyczajowej. Takie zaszeregowanie już się chyba przyjęło. Mało tego, koleżanka po piórze, z którą kiedyś rozmawiałam na temat pisania, powiedziała: „wiesz, ja takie babskie piszę”, a rozmawiałyśmy o powieściach obyczajowych. Seria z Alicją i Julią ma zdecydowanie większą dawkę humoru, nie ma w niej brutalnych czy krwawych opisów, śledztwo prowadzą amatorki, ale jednak sprawy, które tak je pochłonęły, dotyczą morderstwa. W obu książkach mamy do czynienia ze zwłokami, a morderca nie zabił ofiar przez przypadek. Pojawia się jednak lekki wątek romansowy, który bardzo zaintrygował czytelników, a to kojarzy się z literaturą głównie dla kobiet.

Redakcja: Alicja i Julia to trochę postrzelone kobiety, które odkryły swoje nowe hobby – prowadzenie śledztwa na własną rękę. To zupełnie inne bohaterki niż nadkomisarz Uszkier. Skąd pomysł na takie postacie?

AP: Bohater niezwiązany z policją lub prokuraturą daje autorowi większą swobodę, jeżeli chodzi o zróżnicowanie fabuły. Policja w swoim działaniu ograniczona jest przez przepisy, poza tym są to specjaliści, którym raczej nie przychodzą do głowy tak zwariowane pomysły, jakimi mogę obdarzyć zaintrygowane kryminalnymi zagadkami Julię i Alicję. Oprócz tego jest to pewien odpoczynek od serii z Uszkierem, poszukiwanie czegoś innego, sprawdzenie się w innym gatunku kryminału, innej narracji.

Redakcja: Alicja i Julia wykorzystują w swoim śledztwie kolor włosów…

AP: A także płeć i stereotyp, nie mogłam sobie tego odmówić. Ponieważ nie mają takich możliwości jak policja, muszą sobie radzić inaczej, szukać sposobów na dotarcie do rozmaitych informacji. Dwie atrakcyjne blondynki oprócz zwykłych rozmów z ludźmi, podczas których nieważny jest wygląd, postawiły również na lekki podryw oraz na wzbudzanie współczucia. Oczywiście obie te metody wymagały od nich wymyślenia odpowiedniej historii.

Redakcja: „Zwłoki powinny być martwe” i „Wakacje z trupami” mają żeńskie bohaterki, ale w serii z nadkomisarzem Uszkierem również występują kobiety…

AP: Oczywiście, w końcu społeczeństwo składa się z obu płci, a ja nie piszę o środowiskach w stu procentach męskich. Kobiety w policji przecież są, więc dlaczego nie miałyby się pojawić u mnie w książce? Chociaż muszę przyznać, że większość bohaterów to mężczyźni.

Redakcja: Która z postaci kobiecych jest pani najbliższa? Mam na myśli oba cykle.

AP: Trudno powiedzieć. Przeważnie przywiązuję się do bohaterów, o których akurat piszę, a ponieważ ostatnio skończyłam „Wakacje z trupami”, to chyba Alicja. Energią i zapałem do śledztwa mogłaby obdzielić sporo osób, jest sympatyczna, ale ma własne zdanie na każdy temat i zamiłowania niezwiązane z wakacyjnymi przygodami (historia).

Redakcja: Czy któraś z wykreowanych przez panią postaci ma swój pierwowzór?

AP: Nigdy nie przeniosłam do książki całej realnej postaci. Być może dlatego, że do tej pory nie trafiłam na osobę, która idealnie pasowałaby do moich wyobrażeń. Oczywiście przenoszę na swoich książkowych bohaterów rozmaite cechy, które występują u znanych mi ludzi, to chyba nieuniknione. Czasem można zaobserwować charakterystyczne zachowania, sposób mówienia czy ubierania się, które pasują do kreowanych postaci i wzbogacają je. Wtedy oczywiście wykorzystuję taką sytuację, ale nie sądzę, żeby – z wyjątkiem jednego przypadku – ktoś się rozpoznał. Bywa też, że ktoś ze znajomych opowiada o tym, co dziwnego lub irytującego sam zaobserwował u innych i niekiedy takimi cechami obdarzam którąś postać. Przykładem może być Marczyńska.

Redakcja: W jaki sposób przygotowuje się pani do napisania nowej powieści?

AP: Różnie, zależnie od tego, której serii to dotyczy. Wspólne jest to, że najpierw mam pomysł, potem fabułę i plan, a następnie precyzuję detale. Kryminał policyjny jest bardziej wymagający pod tym względem, muszę więcej rzeczy konsultować z rozmaitymi specjalistami, zebrać więcej informacji, ogólnie mówiąc, więcej posprawdzać, czy to czytając, czy rozmawiając. Ponieważ akcja moich powieści osadzona jest przeważnie w konkretnych lokalizacjach, to mimo że opisywane wydarzenia są fikcyjne, staram się, aby była zachowana dosyć duża zgodność z rzeczywistością. Często jeżdżę w opisywane miejsca, sprawdzając, czy nic się tam nie zmieniło i czy to, co pamiętam jest zgodne z rzeczywistością. Powieści z drugiej serii, tej z nauczycielkami, mają zupełnie inny charakter i przy ich pisaniu nie muszę konsultować spraw dotyczących kryminalistyki czy prawa. No dobrze, prawie nie muszę, bo coś tam zawsze się jednak trafi takiego, że warto zasięgnąć opinii fachowca.

Redakcja: Ma pani w dorobku sześć książek, to całkiem sporo. Kiedy pani znajduje czas na pisanie?

AP: Gdy zaczynałam pisać, robiłam to po pracy i w dni wolne. Oczywiście nie wyglądało to tak, że wracałam do domu i od razu siadałam do komputera, bo wiadomo, że zawsze są jakieś obowiązki domowe, a w weekendy często się gdzieś wyjeżdża czy spotyka ze znajomymi. Poza tym co najmniej dwa wieczory tygodniowo poświęcałam na treningi. Teraz jest inaczej, pracuję w niepełnym wymiarze godzin, więc ten czas mogę poświecić na pisanie.

Redakcja: W jaki sposób zaczęła się pani przygoda z pisaniem?

AP: Czasem dzieci lub młodzież planują, co będą robić, gdy dorosną, niekiedy jest to pisanie powieści. Ja w tym wieku też miałam rozmaite pomysły na życie zawodowe, nigdy jednak nie były one związane z książkami, chociaż te były obecne w moim życiu od zawsze. Powieści kryminalne nie są pierwszymi powieściami, które napisałam, wcześniej powstały książki dla córki. Trzy tomy przygód nastolatków, takie młodszomłodzieżowe fantasy. Jak na razie leży w „szufladzie”. Można więc to uznać za początek. Jeżeli chodzi o kryminały, czyli powieści, które ukazały się drukiem, to impulsem, który spowodował napisanie „Literata” była myśl dotycząca praktycznie nieograniczonej możliwości dokonania morderstwa. Nie mam tu na myśli tylko narzędzia zbrodni, bo tu dałoby się zrobić listę, nawet jeżeli byłaby ona długa. Chodzi mi o wszystkie aspekty zbrodni, między innymi: motyw, sprawcę, policjantów, miejsce zbrodni czy świadków.

Redakcja: Nad jaką książką teraz pani pracuje?

AP: Nad powieścią kryminalną, ale spoza serii, o których rozmawialiśmy. Tak jak mówiłam, bohater będący policjantem (lub na przykład prokuratorem) ze względu na wykonywany zawód uniemożliwia wplątanie go w różne nietypowe czy niebezpieczne sytuacje, nie może działać na własną rękę i w tajemnicy. Oczywiście o ile nie chcemy naginać realiów na potrzeby fabuły. Podam proste przykłady. Policjant prowadzący śledztwo nie jeździ po całej Polsce i nie rozmawia ze świadkami, ani nie ściga na własną rękę mordercy. Chciałam mieć większe możliwości uwikłania bohatera w różne sytuacje czy postawienia go w obliczu nieco innych trudności, a do tego potrzebna była nowa postać. Akcja tej powieści, podobnie jak w serii z nadkomisarzem Uszkierem, będzie się rozgrywała w Gdańsku.

Redakcja: Życzę zatem powodzenia i dziękuję za rozmowę.

AP: Ja również dziękuję.

Zobacz również: 
Agnieszka Pruska w naszym serwisie

Agnieszka Pruska
Agnieszka Pruska