„Psiego najlepszego. Był sobie pies na święta” – recenzja

Miłość, radość, przyjaźń, uczucia i nieprzemijające wartości. A do tego w tle wesołe szczekanie i merdanie malusich ogonków. Czyż może być coś piękniejszego? Potwierdzą to Wam nie tylko właściciele i miłośnicy psów, ale i wszyscy, którzy mają już za sobą lekturę kolejnego, psiego bestselleru – „Psiego najlepszego. Był sobie pies na święta”.

Pamiętacie bestseller „Był sobie pies” W. Bruce’a Cameron’a? A może widzieliście bijący rekordy popularności film, który powstał na jej podstawie? Nie możecie zatem przegapić – tym bardziej w ten świąteczny czas! – kolejnej pozycji tegoż autora: „Psiego najlepszego. Był sobie pies na święta”!

Jaką historię poznamy tym razem? Życie Josha Michaelsa wywraca się do góry nogami gdy pewnego dnia poznaje Lucy – ciężarną suczkę, która szuka domu. Głębokie spojrzenie brązowych oczu pełnych czułości nie pozostawia mu wyboru. Mimo braku doświadczenia i początkowej niechęci Josh decyduje się zająć suczką i jej szczeniętami najlepiej jak potrafi. Poszukując pomocy poznaje kolejną kobietę, która odmieni jego życie – piękną Kerri. Z jej pomocą nauczy się w jaki sposób otoczyć opieką psią rodzinę. Przed nim podróż pełna radości i smutku, w której towarzyszyć będzie mu jego wierna przyjaciółka Lucy. Jak potoczą się dalsze losy szczeniąt i Josha? Czy sfora słodkich piesków całkowicie zmieni jego życie?

Kto zna twórczość Camerona ten wie czego spodziewać się pod względem literackim. Kto pierwszy raz sięgnie po jego prozę, tego na pewny zachwyci naturalny język, płynna narracja, poetyckie nieraz opisy zwykłych codziennych spraw. Zwykła zabawa szczeniaczków na śniegu jawi się bajkowa, niczym z Opowieści Wigilijnej:

„Gdy ich łapy zanurzyły się w śnieżny puch, doznały szoku i przeraziły się raz jeszcze, ale hipnotyczne właściwości matczynego przyciągania przezwyciężyły ich lęki.”

Za dużo zdradzać nie wypada, ale nie mogę się powstrzymać od zacytowania jeszcze jednego, moim zdaniem przepięknego fragmentu, który wiele mówi zarówno o samej książce, jak i jej Autorze:

„Nigdy wcześniej o tym nie myślał, ale teraz musiał przyznać: psy kochają człowieka. Nigdy przez myśl by im nie przyszło szukanie ‚nowego związku’.”

Książka bez wątpienia do poczytania, do powracania do niej, nie tylko podczas świątecznego rodzinnego spotkania i nie tylko dla miłośników psów. Bo uczucia, o których opowiada barwnie i wartości, które przekazuje pięknym słownictwem, są ponadczasowe i bliskie każdemu. 

To jak? Wybierzesz się wraz z nami do świata miłości i merdających ogonków?

Ula Nawrat

Zobacz również: wszystko o książce „Psiego najlepszego. Był sobie pies na święta” w naszym serwisie.