Nowe tłumaczenie – klucz do zrozumienia tajemnicy „Mistrza i Małgorzaty”

with Brak komentarzy

Mogłoby się wydawać, że o arcydziele Bułhakowa powiedziano już wszystko. Po 50 latach od ukazania się książki Grzegorz Przebinda wraz z żoną Leokadią i synem Igorem udowadniają swym nowym tłumaczeniem, że to nieprawda.

Z rodziną Przebindów rozmawia Maria Makuch.

– Skąd idea przetłumaczenia „Mistrza i Małgorzaty”?
Grzegorz Przebinda: Gdy w połowie lat 80. robiłem obszerne przypisy do wydania w Bibliotece Narodowej, Igor miał wtedy 3 lata. „Mistrz i Małgorzata” wtedy go nie zajmowały, ale umiał już czytać. Potem Igor stał się gorliwym czytelnikiem tego właśnie wydania w tłumaczeniu Ireny Lewandowskiej i Witolda Dąbrowskiego, i ta książka go zafascynowała.

– Igorze, czyli przeczytałeś pierwszy raz tę książkę jako dziecko?
Igor Przebinda: Wydaje mi się, że miałem wtedy jakieś 10 lat – to było wtedy wybiórcze czytanie, raczej ignorowałem motyw biblijny, skupiałem się raczej na wątkach obyczajowych – to było to, co najbardziej mnie interesowało. Nie byłem wtedy jeszcze w stanie sam tej książki przyswoić, bo jednak w wieku 10 lat rozumie się tylko część rzeczy. W sumie od tamtego czytania, przeczytałem ją kilkanaście razy.

Leokadia Przebinda: Minęło już tyle lat od starego przekładu, nieważne jaką on ma wartość, czas na nowy przekład, na próbę nowego. Marzyłam, by kiedyś z synem coś takiego przedsięwziąć i on ten pomysł chwycił. Z Igorem zaczęłam myśleć o przekładzie, bo my w odbiorze języka zgadzamy się dość dokładnie. Największą wartością tego naszego przekładu jest uwspółcześnienie.

Igor Przebinda: Dla mnie największą wartością jest odczytanie tej powieści i zrozumienie jej dogłębnie.
Grzegorz Przebinda: Także rytmu i logiki.

– Często przekład to niewiarygodna łamigłówka. Co zrobić, żeby nie zatracić głębokiej struktury, ale również formy?
Leokadia Przebinda: Poskładać tak, by było to zadowolenie – „o teraz wiem, że mi się udało”? Wiele razy dążyliśmy do tego, by wszystkie trzy osoby w zespole powiedziały: tak, akceptuję.

– Jak dochodziliście do takiego wniosku? Czy odbywało się to na drodze sporów, a może Grzegorz był tym autorytetem?
Igor Przebinda: To zależy o jakim fragmencie mówimy, jakim konkretnym rozdziale, akapicie, słowie.
Grzegorz Przebinda: I jeszcze o etapie, na jakim tłumaczenie się znajdowało. Byliśmy o wiele bardziej zgodni, gdy przekład już doprowadzaliśmy do ostatecznego rezultatu. Natomiast to, co jest trudnością każdego przekładu zbiorowego – ale też potem, jeśli się znajdzie z tego wyjście, jest jego wartością – to to, iż poza dodanymi formami było też parę równie dobrych, które w przekładzie się nie znalazły.

Leokadia Przebinda: Trójka jest dobrym układem – nie mówię już o samej magiczności liczby, ale o tym, że jest arbiter, że jest dwóch mówiących „tak”, ale przesądza zdanie trzeciego.

– Rola Igora jest nieprzeceniona, bo troszczył się o odbiorcę swego pokolenia.

Igor Przebinda: Zdarzało mi się wrzucać na Facebooka jakieś fragmenty i pytać.

Leokadia Przebinda: Aneta, nasza córka, jest młodsza o 8 lat od Igora i jej zdanie jako nowego przyszłego czytelnika również się liczyło.

– Igor, podaj przykład swojej zasługi, jakiegoś konkretu, frazy, której się przysłużyłeś. Jakiejś konsultacji na Facebooku?

Igor Przebinda: Mój ulubiony motyw z całej książki to jest ten przysłowiowy kocur. W scenie z rozdziału „Czarna magia” jest sytuacja, kiedy ekipa teatru Varietes wchodzi do przymierzalni i pojawia się świta Wolanda. W tym momencie kot Behemot wykonuje drobny numer z piciem wody z karafki i wycieraniem sobie wąsów. Puenta sceny jest taka, że wszyscy jęknęli z zachwytu, a charakteryzator zajęczał: „ale kocur”. I to w obecnym języku jest dwukodowe, bo kocur z jednej strony jest kocurem, kotem, z drugiej strony od paru lat funkcjonuje slangowe powiedzenie, że jeśli coś jest kocurem, to jest świetne, np. „Widziałeś ten film?”. „No widziałem, kocur”.

Grzegorz i Leokadia: A my tego nie wiedzieliśmy.

Grzegorz Przebinda: Chcieliśmy, by to nowe pokolenie czytało właśnie ten utwór, bo nie będą go czytać Ci, którzy mówią: „następny przekład nie jest potrzebny”.

Michaił Bułhakow

Mistrz i Małgorzata

Tłumaczenie: Leokadia Anna Przebinda, Grzegorz Przebinda, Igor Przebinda

Nowy przekład powieści wszech czasów

„Mistrz i Małgorzata” to nie tylko jedna z najważniejszych powieści XX wieku, ale jedno z najbardziej tajemniczych dzieł światowej literatury, pełne zagadek, symboli, niedopowiedzeń.

Mogłoby się wydawać, że o arcydziele Bułhakowa powiedziano już wszystko. Po 50 latach od ukazania się książki Grzegorz Przebinda wraz z żoną Leokadią i synem Igorem udowadniają swym nowym tłumaczeniem, że to nieprawda. Odkrywają kolejne warstwy fascynującej historii, rozwiewają wątpliwości i polemizują z poprzednimi przekładami. Oferują nowy klucz do odczytania tej wielkiej księgi, przybliżając ją współczesnemu czytelnikowi. To prawdopodobnie pierwszy przypadek, gdy przypisy czyta się z równą fascynacją co tekst samej powieści.

Michaił Bułhakow – człowiek o wielu twarzach: lekarz frontowy, aktor, dziennikarz, ale przede wszystkim genialny pisarz. Nad swoim największym dziełem – Mistrzem i Małgorzatą – pracował przez 12 lat. Chociaż druku nie doczekał, to w chwili wydania powieści z dnia na dzień zyskał nieśmiertelność.

Wybierz swój profil, aby skomentować: