Morderstwo jest proste… dla Kobiety. Wywiad z Agnieszką Pruską

with Brak komentarzy

Morderstwo jest proste… dla Kobiety to nasz nowy cykl rozmów z polskimi Autorkami poczytnych kryminałów. Wszystkie łączy „żelazny zestaw pytań”, to samo wydawnictwo, nakładem którego ukazały się ich książki – Oficynka – oraz fakt, że ich powieści trafiły już na listy bestsellerów. Dziś wywiad z Agnieszką Pruską.

– Jak „słaba płeć” trafiła do świata zbrodni?

Nie wiem, naprawdę. Być może wpływ na to miał zawód mojej mamy, która była radcą prawnym, więc temat dobro/zło gdzieś się zawsze przewijał. Poza tym w moim domu rodzinnym było dużo książek, między innymi kryminałów, które z upodobaniem czytałam, a kolejne przynosiłam z biblioteki. Potem zainteresowałam się nie tylko opowieściami, które snują autorzy na kartach książek, ale również kryminologią i kryminalistyką, fascynuje mnie, w jak dużym stopniu nauka i technika mogą być wykorzystane w pracy policji. Tak więc moje droga do „świata zbrodni” była dosyć długa i przypomina raczej wędrówkę niż bieg na sto metrów.

– Mówi się, że kryminał to gatunek lekki, łatwy i przyjemny…

A tak nie jest. Dla mnie przyjemny, owszem, inaczej nie pisałabym kryminałów, bo masochistką w najmniejszym stopniu nie jestem, ale powieści kryminalne są wymagające i chyba większość czytelników gustujących w tym gatunku zdaje sobie z tego sprawę. Oprócz wymyślenia zbrodniczej intrygi, logicznego poprowadzenia fabuły i wykreowania w miarę plastycznych bohaterów pozostaje jeszcze konieczność posprawdzania wielu rzeczy związanych z samą zbrodnią. W zależność od tego, co autor zdecydował się przedstawić czytelnikowi, mogą to być: konsultacje ze specjalistami z różnych dziedzin (prawnicy, policjanci, lekarz sądowy i wielu innych), sprawdzenie realiów w których rozgrywa się akcja (czasem bywa to bardzo istotne), a w przypadku retro kryminałów zapoznanie się z tłem historycznym. To tylko przykłady, bo to, co autor kryminału sprawdza, jest ściśle zależne od tematów, jakie porusza w swojej książce. Kryminały wymagają znacznie więcej pracy niż, na przykład, powieści obyczajowe. Fabuła przeważnie rozgrywa się na większej ilości płaszczyzn, a z tym wiąże się sprawdzenia informacji z większej ilości dziedzin. Do kryminałów niejako „przemycane” są informacje o otaczającym na świecie i jego problemach, nie tylko tych bezpośrednio związanych z o opisywaną zbrodnią. Podsumowując: przyjemne tak, łatwe i proste niekoniecznie.

– Dla pani kryminał to bardziej rozrywka, zabawa z intelektem czytelnika czy też i próba refleksji nad istotą zła?

Nie jestem autorytetem, który mógłby się wypowiadać o istocie zła, natomiast zarówno w „Literacie”, „ Hobbyście” oraz „Żeglarzu”, który niedługo trafi w ręce czytelników, mordercami są zwykli ludzie, nie członkowie gangów ani płatni mordercy, więc w pewien sposób zwracam uwagę na fakt, że zbrodniarzem może być ktoś, kogo zupełnie o to nie podejrzewamy. Jeżeli chodzi o zabawę z intelektem, to staram się, aby czytelnik na każdym etapie książki wiedział tyle, ile prowadzący dochodzenie i mógł spróbować sam wskazać sprawcę. Bardzo cieszą mnie recenzje, w których jest mowa o tym, że czytającemu nie udało się odgadnąć mordercy, mimo że miał dostęp do kompletu danych. Rozrywka – jak najbardziej, w końcu czytamy dla przyjemności (taką mam nadzieję), ale przy okazji możliwość chwilowego przeniesienia się w inny świat. Jest to też trochę taki wentyl bezpieczeństwa i możliwość oswojenia się z sytuacjami, z którymi na co dzień nie mamy styczności.

– Pani opowieści nie są jakoś specjalnie krwawe czy okrutne. Wychodzi jednak kobieca natura?

To raczej nie o to chodzi. Opisanie okrucieństwa i krwawych scen ma sens wtedy, kiedy wymaga tego fabuła. Ja opisuję pracę techników, lekarza, policjanta prowadzącego śledztwo i do tej pory nie był mi do potrzebny drastyczny opis śmierci, ale tego, co się potem dzieje. Skupiam się na śledztwie w wielu jego aspektach, a nie na procesie zabijania. Mogę oczywiście napisać, jak morderca znęcał się nad ofiarą, jak mordowany krwawił, krzyczał, cierpiał, błagał o litość, bał się i jakie był z tym związane reakcję fizjologiczne, ale pozostawiam to wyobraźni i czytelników. Aby opisać to, co ustalił lekarz sadowy podczas autopsji, albo to, co wynika z badań przeprowadzonych przez techników sama muszę zebrać sporo informacji i proszę mi wierzyć, że niektóre opisy czy zdjęcia, które wtedy oglądam są naprawdę drastyczne. Nie unikam tego, muszę wiedzieć, jak wygląda to, o czym piszę, więc w sumie równie dobrze mogłabym to dokładnie opisać. Pytanie tylko po co? Ja stawiam na zagadkę i technikę, nie na „krwistość”. Muszę jednak przyznać, że w „Żeglarzu” opisy zamordowanych są mocniejsze, ale wynika to z wymogów fabuły i z charakteru mordercy.

– Skąd czerpie pani pomysły na intrygę, zagadkę i postacie?

Z otoczenia. Z tego co widzę, słyszę, czytam, jakie mam własne przemyślenia. Postacie dosyć często mają cechy osób, z którymi się kiedyś zetknęłam, nigdy jednak nie stworzyłam bohatera, który byłby wierną kopią kogoś, kogo znam. Intryga najczęściej jest wynikiem moich aktualnych zainteresowań lub fascynacji, oczywiście nieco zmodyfikowanych i dostosowanych do realiów.

– Zasiadając do pisania ma pani już w głowie całą intrygę czy tylko pomysł, pojedynczą scenę i rozwija akcję w trakcie pisania?

W tej chwili tworzę zarys praktycznie całej intrygi, ale modyfikuję go bardzo często wraz z postępem pisania, czasem dochodzą nowe wątki, o których nie pomyślałam wcześniej, czasem nowe postacie. To wszystko trzeba uwzględnić na kolejnych etapach pisania. „Literat” powstał jednak zupełnie inaczej, ze względu na ilość morderstw (seryjny zabójca) najpierw miałam opisy poszczególnych zbrodni, bo to od ich przebiegu zależała cała intryga.

– Z bohaterami potrafi się chyba identyfikować każdy, ale czy można wczuć się w rolę mordercy? Zrozumieć motywy? Jakie emocje to wywołuje podczas pisania?

Nie sądzę, żeby ktokolwiek, kto nie jest mordercą lub zabójcą potrafił sobie dokładnie wyobrazić, co czuje taka osoba. Można tylko gdybać, rzeczywistość nie musi okazać się zgodna z przewidywaniami z jednego prostego powodu: każdy człowiek jest inny, a w przypadku, gdy bazujemy na cudzych odczuciach i postępowaniu nie ma możliwości przeniesienia tego wprost na nasze zachowanie. Oczywiście nie mówię teraz o profilerach, oni o mordercach, ich zachowaniu i motywach postępowania wiedzą zdecydowanie więcej, potrafią często przewidzieć, co zrobią.

Aby zrozumieć, chociaż częściowo, zachowanie i motywy działania morderców sporo czytam na ten temat, stale powiększam biblioteczkę, szukam nowych pozycji i opracowań w sieci. Tu jednak ostrzegam – trzeba sprawdzać, kto jest autorem, odpadają fora dyskusyjne, gdzie wypowiada się mnóstwo „specjalistów”. Motywy morderstw zawsze mnie intrygują i zastanawiają, często zdumiewają, bo mnie samej nie przyszłoby do głowy, że ktoś może zabić dla rzeczy, według mnie, tak błahej. Sądzę, że niektóre z motywów, są nie do pojęcia dla normalnie funkcjonującego człowieka, który ma wykształcony przez wieki mechanizm „nie zabijaj”. „Moi” mordercy nie wywołują u mnie takich emocji, jak ci prawdziwi, realni, albo ci, których opisują inni autorzy. Podczas zbierania materiału, czytania, tworzenia postaci pomału oswajam się z „moimi” przestępcami, to jest długi proces. Nie zaskakują mnie swoim postępowaniem, więc tym samym pozbawiają części emocji związanych ze swoim „istnieniem”.

– Z kim konsultuje pani szczegóły techniczne? Spotykała się pani może z przedstawicielami prawa? Bo o morderców to aż boję się zapytać.

Morderców nie znam, a w każdym razie nic o tym nie wiem… Sprawy techniczno policyjne konsultuję z podinspektorem Leszkiem Koźmińskim i podkomisarzem Pawłem Leśniewskim wykładowcami ze Szkoły Policji w Pile. I to jest coś niesamowitego, bo są to praktycznie konsultacje on line, po komunikatorze albo telefonicznie. Motywy związane z entomoskopią, które dosyć rzadko występują w kryminałach, konsultuję z podkomisarzem Leśniewskim, wielkim entuzjastą wykorzystania owadów w służbie policji. Ja „robale” wykorzystałam już w dwóch książkach, a wykorzystam również w kolejnej. Mam też kilku innych znajomych policjantów, których podpytuję o rozmaite rzeczy, w miarę możliwości zawsze udzielają mi odpowiedzi. Jestem w tej dobrej sytuacji, że wśród rodziny i znajomych mam prawników i specjalistów z różnych branż, więc męczę ich pytaniami notorycznie, jeszcze nie uciekają na mój widok. W tej chwili brakuje mi chyba tylko znajomego lekarza ostatniego kontaktu, w razie potrzeby podpytuję znajomych lekarzy różnych specjalności.

– Mnie osobiście łatwo przychodzi „zaplątanie” intrygi, gorzej z jej logicznym „rozplątaniem”. Zdradzi pani jakieś tajniki? Tworzy pani szkic powieści, notatki, zapisuje sceny czy idzie na żywioł?

Każda powieść to osobny folder z różnymi informacjami na temat tego, co akurat piszę, czasem to są takie informacje „na wszelki wypadek”, czasem coś konkretnego, jakieś spostrzeżenia, czy opisy ciekawych sytuacji, których byłam świadkiem. Tworzę szkic, a właściwie dwa szkice, ogólny i szczegółowy, obydwa modyfikuję w razie potrzeby, czyli praktycznie zawsze. Jeżeli chodzi o postacie, to większość mam przemyślanych przed rozpoczęciem pisania, ale nie miałam sytuacji, żeby nie doszły jakieś nowe. Czy idę na żywioł? Częściowo tak, bo przecież trudno sztywno trzymać się wyznaczonych przez siebie ram, podczas, gdy wyobraźnia cały czas pracuje. Szkoda by było zmarnować jakiś ciekawy pomysł. Jeżeli chodzi o zakończenie książki i wyjaśnienie wszystkich wątków staram się mieć to z grubsza zaplanowane, bo boję się, że bez tego całość mi się nie „zepnie”, że zostanę z niewyjaśnionymi fragmentami układanki, jaką jest kryminał. Od jakiegoś czasu pisząc używam Scrivenera, który znacznie ułatwia pracę, pozwalając na rozpisanie scen i swobodne poruszanie się pomiędzy nimi bez konieczności przeglądania dużych fragmentów tekstu.

– Pani główny bohater, komisarz Barnaba Uszkier nie jest ani alkoholikiem, ani rozwodnikiem. Dość nietypowe, jak na książkowego gliniarza?

Nietypowe i zamierzone, chociaż… trudne. Czułam przesyt bohaterami z problemami alkoholowymi, rodzinnymi i zawodowymi – stąd nietypowy nadkomisarz. Poza tym chciałam się skupić na jego pracy, a nie na tym, co kiedy i z kim pije, z kim zdradza go żona albo on żonę. Uszkier jest trudnym bohaterem, bo najzwyczajniej w świecie łatwiej się pisze o bohaterze z bardzo wyraźną skazą, a ja tego nie uwzględniłam. Na szczęście to autor rządzi bohaterem, a nie odwrotnie, Uszkier nie urodził się w dniu napisania książki, jakąś przeszłość ma i to postarałam się wykorzystać.

– Ma za to na pewno jedną cechę wspólną z Autorką – trenuje Aikido?

Tak, to bardzo wygodne. Dzięki temu, wiem jak opisać sceny, w których dochodzi do fizycznej konfrontacji. Uszkier wykorzystuje umiejętności wyniesione z treningów aikido, gdybym zrobiła go karateką – miałabym trudność z opisaniem scen walki. Chociaż muszę przyznać, że jedną scenę, „Hobbysty”, której opis zajmuje pół strony, zmieniałam wielokrotnie, a całą sekwencję ruchów przećwiczyłam z kolegami na treningu. Dopiero potem opis walki zadowolił mnie. A tak z ciekawostek – w tej chwili mamy z Uszkierem taki sam stopień – 2 dan, ale komisarz szybciej niż ja będzie zdawał egzamin na „trójkę”.

– Pisze pani regularnie, od-do niczym w biurze czy zrywami, czekając na natchnienie?

Staram się pisać regularnie, i w mniejszym lub większym stopniu, to mi się udaje. Gdy jakiś czas nie piszę, muszę sprawdzać tekst, przypominać sobie jakieś detale, wczuwać się w klimat książki. Nie piszę w pracy, nie ma takiej opcji, w pracy zajmuję się zupełnie czymś innym, poza tym byłoby to nie w porządku. Jakiś czas temu zmieniłam wymiar czasu pracy i jeden dzień mam wolny, mogę wtedy więcej popisać. Oprócz tego piszę po południu i w weekendy. Oczywiście nie każdego dnia, bo proza życia na to nie pozwala, poza tym trenuję, a to też zajmuje mi kilka godzin dwa albo trzy razy w tygodniu. Czasem po prostu nie mam ochoty na pisanie, nigdy się nie zmuszam, nie mam normy stron do napisania, albo ilości godzin, które codziennie powinnam poświęcić na tworzenie tekstu. Czytanie też jest fajne.

– Ma pani jakieś pisarskie nawyki? Jak Balzac, który nie mógł obejść się bez kawy czy Proust, który pisał na leżąco?

Nie potrafię pracować bez kawy lub herbaty. Piję głównie herbatę, tak czarną, jak i zieloną, nie znoszę owocowych. Jeżeli pogoda pozwala (tak, jak w tej chwili) piszę na werandzie z psem leżącym obok.

– Jest pani nie tylko autorką kryminałów, ale i członkinią Oliwskiego Klubu Kryminału. Ten gatunek rządzi pani życiem?

Lubię kryminały, ale czytam praktycznie wszystko, jeżeli chodzi o gatunki literackie (sensacja, popularno naukowe, biograficzne, historyczne, jakieś wspomnienia, czasem fantastyka, rzadziej horror). W przypadku kryminałów jestem trochę fanaberyjna, odpadają polityczne, te z przesadnie wyeksponowaną brutalnością, nie przepadam też za takimi z korporacjami w tle. W chwili intensywnego pisania prawie nie czytam kryminałów, za to pod ręką mam książki z zakresu kryminologii.

– Jaka jest według Pani recepta na dobry kryminał?

Nie ma. Mogą być tylko założenia typu: dobra intryga, ciekawi bohaterowie, nietypowa fabuła, nietuzinkowe miejsce akcji czy środowisko, ale nawet spełniając te kryteria nie zawsze powstanie dobra książka. Poza tym rodzi się pytanie: co należy rozumieć pod pojęciem „dobry kryminał”? Jest wielu autorów piszących kryminały, każdy robi to w inny sposób, ale czy któraś z książek jest lepsza lub gorsza? Jak to ocenić? Każdy czytelnik ma własny gust i oczekiwania, to co jednemu się podoba, dla kogoś innego może być za nudne, za krwawe, za mało dramatyczne, za bardzo ociekające seksem (który tez przecież w kryminałach się pojawia). Powiedziałabym tak: tekst powinien być tak napisany, aby dobrze się go czytało, a fabuła dobrze przemyślana i intrygująca.

– Plany literackie, na przyszłość? Może zmiana gatunku?

W czerwcu ukaże się „Żeglarz”, książka bardzo mocno osadzona w trójmiejskim środowisku żeglarskim, to kontynuacja „Literata” i ”Hobbysty”. Pytał pan o zmianę gatunku, powiem tak: nie przerzuciłam się na powieści obyczajowe, ale napisałam kryminał zupełnie inny niż cykl z Uszkierem. Najprawdopodobniej będzie można go przeczytać jeszcze w tym roku, być może już na jesieni.

– Dziękuję bardzo za rozmowę.

– Ja również bardzo dziękuję.

rozmawiał: Andrzej Kwaśniewski

Zobacz również:
Agnieszka Pruska w naszym serwisie
Agnieszka Pruska odpowiada na pytania w ankiecie dla ModaiJa

Agnieszka Pruska
Agnieszka Pruska
Wybierz swój profil, aby skomentować: