Marek Kaczkowski – MUR

Spójrz na bezkresy białe i ponure,

widzisz jak bladość malują na twarzach?

Bezbrzeżna przestrzeń tam, w Kraju za Murem

przecież spokojna, więc czemu przeraża?

W wamsach i skórach bezpieczny się czujesz,

uśpiony ciepłem zbyt długiego lata,

gdy już w powietrzu złowieszczo wibruje,

zimne, mordercze tchnienie antyświata.

Bezwzględny obraz złowróżbnych kontrastów

wyraźniej widać tu, na Muru szczycie.

Przed Tobą rychłej hekatomby zwiastun

za Tobą nasze błahe, mrówcze życie:

Ludzie w ich błogiej codziennej udręce,

w prostych marzeniach, w pogoni za szczęściem.

Lordowie ufni w grę, która się toczy,

snujący wizje zwycięstw i wszechmocy.

Zbożni septoni, zbrojni w słowa Wiary.

Łupiący zbóje, złupione ofiary.

Dzielni, szlachetni lub podli rycerze.

Kupcy odziani pieniądza pancerzem.

Złote pałace na wyniosłych stokach

Dziewki i zbiry w zaułkach, w rynsztokach.

Kowale żalu i karczmarze nędzy,

septy rozpaczy, wojenni włóczędzy.

W pajęczej sieci spraw, dążeń, nadziei,

w bezwiednych szlakach własnych odysei.

W szczerych pragnieniach i w przepastnych złościach

w szlachetnych walkach, w pustych namiętnościach.

W wojnach o schedy, w nieustannych bojach

a po nich w klęskach, w triumfach lub pokojach.

Na wyspach szczęścia, w odmętach zwątpienia,

W spokojnych falach, w zwodniczych złudzeniach.

Czasem w leniwej sielance oraczów,

częściej w zgryzocie, w chorobie i w płaczu.

W ciągłej litanii złorzeczeń i knowań,

klęsk nieuchronnych, wiecznych rozczarowań.

W wyrokach bogów, komet, przepowiedni,

w chwilach odświętnych i w chwilach powszednich.

W mrowisku życia, w korytarzach losu,

w niezłomnym rytmie owadzich kosmosów.

I jak mogliśmy uwierzyć tak łatwo,

że to na zawsze rzeczywistość dana?

O ten mdły opar, o to brudne światło

będziemy jeszcze błagać na kolanach.

Gdy już nas wyrwie z niemego letargu,

złudnej pewności zastanego świata,

Inwazja Innych, Wędrowców i snarków

co gdzieś za Murem wzbierała przez lata.

I za ten żywot marny i pokraczny,

trzeba nam będzie cenę krwi zapłacić.

Wszystko co przyszło wysiłkiem nieznacznym,

szczerze się ceni dopiero gdy traci.