Strona główna » Blog » Fragmenty lustra Moniki Osieckiej

Fragmenty lustra Moniki Osieckiej

Fragmenty lustra Moniki Osieckiej to fascynujący zapis kobiecego doświadczenia i autorefleksji artystki. Intymny dziennik zbudowany ze słów, prac rzeźbiarskich i autorskich fotografii.

Rzeźbiarka i pisarka, absolwentka warszawskiej ASP, Pracowni Rzeźby Grzegorza Kowalskiego, w której w 1994 roku obroniła dyplom. Do rzeźby dochodziła poprzez lingwistyczne fascynacje Orientem i kulturą Włoch, gdzie spędziła dzieciństwo i wczesną młodość. Urodziła się w Mediolanie. Studia orientalistyczne oraz na filologii włoskiej na Uniwersytecie Warszawskim były dla niej pierwszym naturalnym wyborem po powrocie do Polski w latach 80. Coraz większa fascynacja sztuką, determinacja i twórcza pasja doprowadziły ją do podjęcia studiów na ASP. Tworzy akty kobiece i rzeźbę abstrakcyjną. Materiałem z wyboru jest kamień, którego technologię poznaje na międzynarodowych stażach i sympozjach rzeźbiarskich w całej Europie, często we Włoszech, w Carrarze. Zapiski i autokomentarze na temat własnej twórczości towarzyszą jej od czasu studiów. Poetycka forma i niezwykła intymność autobiograficznej narracji dają rzadki w literaturze polskiej zapis twórczej samoświadomości i kobiecego doświadczenia.

Monika Osiecka Fragmenty lustra
wydawnictwo słowo/obraz terytoria
Informacja: 272 strony, format 222×276 mm, oprawa miękka ze skrzydełkami
Cena detaliczna: 79 zł

Fragment Rozdziału II:
Kupiłam sobie dwa staniki. Jeden biały, z cienkimi ramiączkami, drugi czarny, trochę jak bardotka, cały koronkowy. Czuję się w nim tak, jakby mężczyzna trzymał mnie mocno za piersi. Stanik erotyczny.
Dlaczego właśnie teraz, kiedy (jestem sama)… mam piękne ciało?
Gdybym mogła coś zatrzymać, na przykład czas, to chciałabym zachować na zawsze swój wygląd takim, jaki jest w tej chwili.

Wszystko przeżywam w kontekście… nie chcę tego widzieć, bo kiedy zaczynam widzieć, ogarnia mnie przerażenie.
W tym domu, gdzie tyle pokoi, nie ma ani jednego mojego miejsca. Każdy ma swój pokój, ale nie ja. W sypialni śmierdzi z pralni i wieje od okna. Kiedy przyjadę, nie mam właściwie gdzie się położyć spać. Rano za zimno, żeby się myć, w piecu nienapalone, wszędzie bałagan, okna niepouszczelniane, rachunki niepopłacone od miesięcy. Kiedy śpię, śni mi się, że mnie okradają. Kiedy budzę się w nocy, nasłuchuję, czy jeszcze jest na podwórku samochód. Bramy nie da się zamknąć, nie ma światła, siatka podarta. Śmieci przed domem porozwlekane przez psy.
Dziewięć pustych pokoi, w tym za sypialnią – szczury. Słychać je, są pogryzione rzeczy. Wyłupana podłoga przy zlewie, a pod nią gnijące bajoro, pęknięta rura. Obok – pralka, bezużyteczna, wszystkie ubrania brudne, w ubikacji spłukuje się wiadrem.
Oto: upadek ducha.
A ja wciąż nie potrafię stanąć twarzą w twarz z tą rzeczywistością, ciągle bronię, na oślep, chyba przed samą sobą, tego, jakim go pamiętam sprzed kilku lat.

Słyszałam, jak w pracowni całą noc coś opowiada i wesoło się śmieje. Mówił, żebym nigdy na niego nie liczyła.
Ja: 39,7°, pierwsza noc w domu po narkozie. Za drzwiami głośna muzyka. Potem przenieśli się do kuchni. I tak do rana, chociaż prosiłam o ciszę.
Nie pytał, co czuję.
Ta paranoja stała się moją obsesją, o niczym innym nie mogę już myśleć.
Wraz z jego pojawieniem się w moim życiu – coś umarło, radość i poczucie, że idę naprzód.

2018-03-14T10:12:28+00:0022 grudnia 2011|Kultura|