Anna Rusiniak-Malinowska: Moim zdaniem…

Na wielką galę wybrałabym kreację… zwariowaną i szaloną w kolorze głębokiej, nasyconej zieleni. Dodatkiem byłyby pawie pióra.

Na co dzień noszę... głównie ciuchy luźne, bawełniane. Uwielbiam spodnie, bluzki luźne z długim rękawem (najchętniej powyciągane i pogniecione) oraz trampki i len, len, len. Artystyczny nieład w ubiorze to coś co lubię i do tego okraszony kolorem – niekoniecznie pasującym do całej reszty 🙂

Słucham, czytam, oglądam… muzyki, moich dzieci i męża głównie 🙂 Ulubiona muzyka to lekki jazz do porannej kawy. Jestem fanką muzyki więc zabrakłoby miejsca gdybym miała wymienić ulubionych artystów. Do absolutnej czołówki należy: Pink Floyd, Marillion, Billy Cobham, Faithless. Czytam niestety coraz mniej, ale do moich ulubieńców należą książki: „Przepiórki w płatkach róży” Laura Esquivel i „Świat Zofii” Jostein Gaarder i „Gra w klasy” Julio Cortazar. Co oglądam? uwielbiam teatr – wolę go od kina, ulubiona sztuka: monogram Jandy ” Shirley Valentine”, „Ucho gardło, nóż” oraz „Udając ofiarę”. Film „Stowarzyszenie umarłych poetów” i „Youngblood” z dziesięć innych jeszcze bym znalazła, ale te dwa od lat są numerem jeden i chętnie do nich wracam 🙂 Reżyserów, których podziwiam to Michael Mann, Martin Scorsese, Quentin Tarantino.

Nie znoszę… wyniosłości, zarozumiałości, braku zrozumienia i nadęcia.

Uwielbiam… swobodę, czekoladę i spontaniczność.

Kobieta… zmysłowa, uczuciowa, krucha, delikatna, a zarazem zaradna, przedsiębiorcza, waleczna, inteligentna.

Moje hasło na dziś lub na całe życie… może trochę wyświechtane, ale właśnie takie mi przychodzi dzisiaj do głowy „Carpe diem”…

IMG_4909

Anna Rusiniak-Malinowska: Uwielbiam rzeczy piękne, z tak zwaną duszą. W swoim działaniu opieram się na wrodzonej wrażliwości estetycznej i poczuciu stylu. Dzięki temu tworzę niepowtarzalny klimat we wnętrzach, którymi się zajmuje, a Malabelle staje się moją autorską kolekcją niepowtarzalnych przedmiotów, którymi dzielę się ze swoimi klientami.